Prince Witold Czartoryski (1864–1945)
Biographical Entry — Senate Library
CZARTORYSKI, Witold, b. February 10, 1864 in Weinhaus near Vienna, d. September 4, 1945 in Maków Podhalański, buried in the local cemetery. His father Prince George Constantine (1828-1912)—politician, social activist, deputy to the Galician Diet and member of the House of Lords of the State Council in Vienna; his mother Maria Joanna Czermak (1835-1916); his sister Wanda (1862-1920)—president of the Society for Women's Economic Education, participant in the defense of Lviv in 1918; his wife (married 1889) Jadwiga Count Dzieduszycka (1867-1941); daughters: Maria Anna married Krasiński (1890-1981), and Anna Maria (1891-1951)—Superior of the Congregation of the Visitation Sisters in Warsaw; sons: Casimir George (1892-1936), George Peter (1894-1969)—honorary canon of the Krakow chapter, military chaplain, Vladislav Alphonse (1895-1975), John Francis (1897-1944)—Father Michael—Dominican, during the Warsaw Uprising chaplain of III Grouping "Konrad" AK, murdered by Germans; Roman Jack (1898-1958)—WP officer, Stanislaus Ignacy (1902-1982)—doctor of theology and philosophy, dean-infułat of the Metropolitan Chapter in Krakow. Adam Michael (b. 1906-1998), pseudonym Sparrow—WP and AK officer, master engineer in forestry, doctor of biology, honorary guest at the founding congress of the Christian-National Union (1989). Witold Thaddeus (1908-1945), Peter Michael (1909-1993)—WP and AK officer, master engineer in agriculture, doctor honoris causa KUL, vice-president of the Congress of Poles in Canada.
After completing the State Gymnasium in Jaroslaw, he pursued one year of philosophical studies and three years at the Agricultural Academy in Vienna.
Owner and manager of the Pelkinie estate on the San River (sawmills, brickworks, horse studs) and Konarzewo (Poznań province) and Bielin (Lesser Poland); president of the District Council in Jaroslaw (1898-1904). From 1903 member of the board of the Przeworsk sugar factory, president of the waterworks company for the Łańcut-Jaroslaw area. He established orphanages and village schools, maintained a pension fund, supported the upkeep of 17 Roman and Greek Catholic parishes. Vice-president (1906-1910) and president (from 1910) of the Galician Society of Agriculture in Lviv, vice-president of the Central Organization of Agricultural Associations in Warsaw, founder in 1906 of the Society of Farmers' Circles (later transformed into the Farmers' Union). From 1908 deputy to the Diet in Lviv: president of the "Center" club, member of school and agricultural commissions; from 1913 hereditary member of the House of Lords in Vienna. Participant in the founding conference (August 15, 1917 in Lausanne) of the Polish National Committee (with headquarters in Paris); in 1918 appointed by the Regency Council as commissioner for Galicia. Active in the Land Leagues and the Society of the Ludwik Mickiewicz Popular University, member of the examination commission of the Agricultural Academy in Dublanki and Agricultural Studies in Krakow, president of the Higher Farmer Courses of George Turnau in Lviv. He was a member of the board of the Polish Library in Paris; co-publisher of "Rzeczpospolita" and "Warszawianka"; participant in Catholic Action and member of the Marian Sodality. During World War II he remained on a small portion of the Pelkinie estate, which he left in 1944 and settled with his son Stanislaw in Maków Podhalański.
Author of publications: Farmers' Circles (Kórnik 1912), A Few Words About Pruning and Surgical Treatment of Forest, Park and Avenue Trees (Jarosław 1929). Contributor to journals: "Rolnik" (1908), "Gazeta Narodowa" (1912), "Hodowca," "Jeździec," and others.
Senator of the Republic, 1st term 1922-27, elected from list no. 8, Lviv province; member of CHN; worked in the commission on education and culture; 1928-30 deputy senator from state list no. 24; won the mandate after new elections in Volhynia province May 25, 1930, as a result of which the state list no. 1 to the Senate lost its mandate to list no. 24; did not take the oath due to the dissolution before the expiration of the term of the Sejm and Senate on August 30, 1930.
Sources and references: T. and W. Rzepeccy, Sejm i Senat 1922-27, p. 404 (photo), 408, 537, 538; A. Bełcikowska, Guide, 1925, p. 98, 114; Composition and commissions of the Senate 1923, p. 6, 14, 19; Parliament RP, 1928, p. 151, photo. table X; T. and K. Rzepeccy, Sejm i Senat 1928-33, p. 200; "MP": February 3, 1928, no. 27; June 24, 1930, no. 143;
BN: biographical archive; Information Office of the Senate Chancellery: photo, copy of death certificate from Maków Podhalański Municipal Office dated November 12, 1997; BS: account of son Adam, February 23, 1994 and other family materials (with other names and birth dates of some family members and birthplace: Steinhaus Palace in Vienna);
S. Łoza, 1938, p. 120; PSB, vol. IV, 1938, p. 278-279 (in biography of his father); B. Olszewicz, List of Cultural Losses, 1947, p. 42-43; W. Witos, My Reminiscences, vol. I, 1988; Z. Kaczmarek, Marshals of the Senate of the Second Polish Republic, 1992; S. Grodziski, Provincial Diet, vol. II, 1993; Who Was Who, 1994, p. 503 (photo compiled by J. Laptos and A. Mania); Lexicon, 1995, p. 119; T. Lenczewski, Genealogies, vol. I, 1995-1996, p. 9-14; J. Buszko, Poles in the Viennese Parliament, 1996.
CZARTORYSKI Witold, ur. 10 II 1864 w Weinhaus pod Wiedniem, zm. 4 IX 1945 w Makowie Podhalańskim, pochowany na miejscowym cmentarzu. Ojciec książę Jerzy Konstanty (1828 -1912) - polityk, działacz społ., poseł do galicyjskiego Sejmu Krajowego i członek Izby Panów Rady Państwa w Wiedniu; matka Maria Joanna z domu Czermak (1835-1916); siostra Wanda (1862-1920) - prezeska Tow. Gospodarczego Wykształcenia Kobiet, uczestniczka obrony Lwowa 1918; żona (poślubiona 1889) Jadwiga hr. Dzieduszycka (1867-1941); córki: Maria Anna z męża Krasińska ( 1890-1981), i Anna Maria (1891-1951) - przełożona Zgromadzenia Sióstr Wizytek w Warszawie; synowie: Kazimierz Jerzy (1892-1936), Jerzy Piotr (1894-1969) - kanonik honorowy kapituły krakowskiej, kapelan WP, Włodzimierz Alfons (1895-1975). Jan Franciszek ( 1897-1944) - Ojciec Michał - dominikanin, w czasie powstaniu warszawskiego kapelan 111 Zgrupowania ,,Konrad" AK. zamordowany przez Niemców, Roman Jacek (1898-1958) oficer WP, Stanisław Ignacy (1902-1982) dr teologii i filozofii, dziekan infułat Kapituły Metropolitalnej w Krakowie. Adam Michał (ur. 1906-1998), ps. Szpak - oficer WP i AK, mgr inżynier leśnictwa, dr biologii, gość honorowy zjazdu założycielskiego Zjednoczenia Chrześcijańsko.-Narodowego (1989). Witold Tadeusz ( 1908-1945), Piotr Michał ( 1909-1993) oficer WP i AK, mgr inżynier rolnictwa, dr honoris causa KUL, wiceprezes Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Po ukończeniu Gimnazjum Państwowego w Jarosławiu odbył rok studiów filozoficznych i 3 lata w Akademii Rolnej w Wiedniu. Właściciel i zarządca klucza Pełkinie n. Sanem (tartaki, cegielnie, stadniny koni) oraz Konarzewa (Poznańskie) i Bielin (Małopolska), prezes Rady Powiatowej w Jarosławiu (1898-1904). Od 1903 członek zarządu cukrowni w Przeworsku, prezes spółki wodnej łańcucko-jarosławskiej. Zakładał ochronki i szkoły wiejskie, prowadził fundusz emerytalny, łożył na utrzymanie 17 parafii rzymsko - i greckokatolickich. Wiceprezes (1906-1910) i prezes (od 1910) Galicyjskiego Tow. Gospodarskiego we Lwowie, wiceprezes Centralnej Organizacji Stowarzyszeń Rolniczych w Warszawie, 1906 założyciel Tow. Kółek Ziemian, (przekształconego później w Zw. Ziemian). Od 1908 poseł do Sejmu Krajowego we Lwowie: prezes klubu „Środka”, członek komisji rolnej i szkolnej; od 1913 dziedziczny członek Izby Panów w Wiedniu. Uczestnik konferencji założycielskiej (15 VIII 1917 w Lozannie) Komitetu Narodowego Polskiego (z siedzibą w Paryżu); 1918 mianowany przez Radę Regencyjna komisarzem dla Galicji. Działacz TSL i Tow. Uniwersytetu Ludowego im. A. Mickiewicza, członek komisji egzaminacyjnej Akademii Rolniczej w Dublanach i Studium Rolnicze w Krakowie, prezes Wyższych Kursów Ziemiańskich Jerzego Turnu we Lwowie. Był członek zarządu Biblioteki Polskiej w Paryżu; współwydawca „Rzeczypospolitej" i „Warszawianki"; uczestnik Akcji Katolickiej i członek Sodalicji Mariańskiej. W czasie II wojny światowej przebywał na skrawku majątku Pełkinie, który opuścił w 1944 i zamieszkał u syna Stanisława w Makowie Podhalańskim. Autor publikacji; Kółka ziemian (Kórnik 1912), Kilka słów o przycinaniu i leczeniu chirurgicznym drzew leśnych, parkowych i alejowych (Jarosław 1929). Współpracownik pism: „Rolnik." (1908). „Gazeta Narodowa" (1912), „Hodowca”, „Jeździec" i innych. Senator RP 1 kadencji 1922-27, wybrany z listy nr 8. woj. lwowskie; członek KChN; pracował w komisji oświaty i kultury; 1928-30 zastępca senatora z listy państwowej nr 24; mandat uzyskał po ponownych wyborach w woj. wołyńskim 25 V 1930, w wyniku, których lista państwowa nr I do Senatu straciły mandat na rzecz listy nr 24; ślubowania nic złożył z powodu rozwiązania przed upływem kadencji Sejmu i Senatu z dniem 30 VIII 1930.
T. i W. Rzepeccy, Sejm i Senat 1922-27, s. 404 (fot.), 408. 537. 538: A. Bełcikowska, Przewodnik, 1925, s. 98, 114; Skład i komisje Senatu 1923, s. 6, 14, 19; Parlament RP. 1928, s. 151. fot. tabl. X; T. i K. Rzepeccy. Sejm i Senat 1928-33, s. 200; „MP”: 3 II 1928, nr 27; 24 VI 1930. nr 143; BN: kartoteka biogr.; Biuru Informacyjne Kancelarii Senatu: fot., odpis aktu zgonu z USC Maków Podhalański z 12 XI 1997; BS: relacja syna, Adama. z 23 II 1994 i inne materiały rodzinne (tu inne imiona i daty życia niektórych członków rodziny oraz miejsce urodzenia: pałac Steinhaus w Wiedniu); S. Łoza, 1938, s. 120; PSB, t. IV, 1938, s. 278-279 (w biogramie ojca); B. Olszewicz, Lista strat kultury, 1947, s. 42-43; W. Witos, Moje wspomnienia, t. I, 1988; Z. Kaczmarek, Marszałkowie Senatu II RP, 1992; S. Grodziski, Sejm Krajowy, t. II, 1993; Kto był kim, 1994, s. 503 (fot. oprac. J.. Laptos i A. Mania); Leksykon, 1995, s. 119; T. Lenczewski, Genealogie, t. I, 1995-1996, s. 9-14; J. Buszko, Polacy w parlamencie wiedeńskim. 1996
Brief Biographical Data — by Włodzimierz Czartoryski (1969)
VLADISLAV CZARTORYSKI
BRIEF BIOGRAPHICAL DATA ON THE LIFE OF PRINCE WITOLD CZARTORYSKI
KRAKOW 1969
FAMILY ARCHIVE OF VLADISLAV CZARTORYSKI WARSAW, UL. MICKIEWICZA 30, APT. 43 TEL. 39-59-84. OWNER: PAUL CZARTORYSKI
AS MANUSCRIPT: USE IN ANY FORM: QUOTES, CITATIONS, EXCERPTS, REPRODUCTION OF TEXT IN WHOLE OR IN PART WITHOUT WRITTEN CONSENT OF OWNER PROTECTED BY COPYRIGHT. WARSAW, JANUARY 20, 1994
PAUL CZARTORYSKI (autograph signature)
PRINCE WITOLD CZARTORYSKI
Born in Vienna in the Wienhaus palace of his father on November 10, 1864, died September 4, 1945 in Maków Podhalański at the home of his son Fr. Stanislaw, then pastor of Maków, later a canon and infułat of the Krakow Chapter. Son of George (1828-1912) (Biographical Dictionary) and Maria from the Czermakas. His secondary education was received at home. He passed his examinations at the state gymnasium in Jaroslaw. University studies at the Hochschule für Bodenkultur, Faculty of Agriculture in Vienna.
He married in Lviv on February 21, 1889 with Jadwiga Count Dzieduszycka (b. 1867, d. 1941 in Pelkinie), daughter of Vladislav (1825-1899) (Biographical Dictionary) and Alphonsina of the Miączyńskis. Through 52 years of ideal married life, his wife Jadwiga shared with her husband his work and interests, and through her distinguished individuality played an important role in shaping his personality, the direction of his work, and above all in creating the distinctively Polish and Christian style of life of the Pelkinie household, and first and foremost in the education of numerous children, the formation of their character, and their preparation for life. After his marriage he settled in his estate in Pelkinie, Jaroslaw county.
Following family tradition, he established in the environs of Pelkinie Palace a park (approximately 10 hectares), which became a beautiful example of garden architecture in a treeless area, and at the same time a valuable dendroligical site. For 50 years he personally and carefully maintained it, brought in valuable varieties of trees and shrubs, and established tree nurseries for park trees. Resolution of January 21, 1950, L.K.S.-Z-6-1-49 registration no. 18ZP recognized as an historical monument.
(Unpublished manuscript "Park in Pelkinie" by V. C., deposited in the State Nature Protection Council in Krakow 1950. Article by W. C. "Justification for Pruning of Free-Standing Trees," III Yearbook of the Polish Dendroligical Society 1930. Brochure "A Few Words on Pruning and Surgical Treatment of Forest, Park and Avenue Trees," Jaroslaw 1929.)
Estate and Agricultural Matters
As a farmer by vocation and education, W. C. introduced rational and progressive farm management, oriented toward livestock and beet production. The raising of lowland black-and-white cattle, and until the First World War Simmental cattle, held first place in terms of breed and milk production in the Association of Cattle Breeders in Lviv.
As a member of the board of the Przeworsk sugar factory (until 1903/4), he held a leading position in this large agricultural industrial plant. Moreover, on the Pelkinie estate experimental fields were conducted (fertilizer, crop, and variety experiments) as part of the actions of the Society of Farmers' Circles under the direction of professors of higher national institutions.
World War I caused great destruction to the folwarks (farms) located in the San River valley. Eighty percent of buildings were destroyed, and of the livestock only remnants remained. The rebuilding of these devastated areas required great effort and financial expenditure. Within a few years the Pelkinie estate became again one of the leading ones in the country.
Improvements. A few years before World War I, all lands requiring it were drained (several thousand hectares), and swampy meadows were brought to high productivity through an entire system of ditches. Intensive pastures were established.
The forests, which comprised the major portion of the Pelkinie estate, with a large timber reserve, were managed modernly with reforestation and selective cutting. The sawmill processed timber into high-grade planks, which found markets in the country and for export. The original sawmill was burned during World War I. Shortly after the war a new sawmill was erected at the rail line in Surochów with four saw lines and auxiliary machinery. A narrow-gauge steam railway (32 hp) connected the sawmill to the forests, reaching adjacent forests where timber stands were purchased. This railway reached ceramic facilities and the San River floating point. Part of the timber was floated down the San to Gdansk, after the frontier posts of the partitioning powers that cut across the Vistula disappeared. These facilities employed over 600 workers, providing income to the surrounding small farmers.
Ceramic Facilities. In addition to the existing steam brick factory in Szówka, the owner built a tile factory completed in 1925. Production reached several hundred thousand tiles per year. Sales extended from Krakow to Stanislavów. Funds for these investments were obtained from the parcelization of destroyed folwarks. Approximately 500 workers were employed, mostly local small farmers.
Data from remaining rare notes and tradition.
Stud Farm of Arabian Horses
A particular interest of W. C. was a horse stud farm. He himself not only had great talent as a breeder but it was his passion to personally break in horses, both for riding and harness. High-quality half-breeds or Anglo-Arabs, excellently trained, were exported, sometimes purchased by buyers from Berlin. But the main center of pure Arabian horse breeding, originating from the famous Julius Dzieduszycki stud farm in Jarczowce. The owner already then believed that Arabian blood was the foundation for improving the Polish horse. This principle of breeding was recognized by centuries of Polish experience, and confirmed in the experience of the last decades. From the devastation of the Pelkinie stud farm during World War I, only a few young colts survived. From these was rebuilt anew the stud farm of pure Arabian and Anglo-Arabian horses. These horses won numerous prizes on domestic tracks, after these breeds' races were introduced in Poland. The Polish government purchased breeding material for state studs. Pelkinie Arabians were exported in the interwar period to the USA, Estonia, Germany, etc. During the last war, despite battles which resulted in part of the farm burning and the livestock being scattered, the stud farm was saved, and was subsequently taken over by authorities in the course of land reform. It continues to constitute a significant portion of the foundation of Arabian horse breeding in Poland, recognized by the outside world (USA) as the most valuable in the world. Great export possibilities.
W. C. initiated the breeding of the Hucul horse race to revive the breeding of this valuable mountain horse breed. As soon, thanks to his initiative, the Hucul horse received proper attention from breeding authorities, the stud farm of Huculs in Pelkinie was discontinued. The guiding idea of this action was the development of this valuable variety of horses for the benefit of the mountain population of the eastern Carpathians, and at the same time prevention of its degeneration through crossbreeding with foreign breeds. This action achieved full success.
Yearbooks of "Rolnik" (S. Bojanowski: Portraits of Oriental Horses and Their Breeders, Krakow 1906 Gebethner. Yearbooks of "Jeździec" and "Hodowca." Article by W. C. "Appeal for Establishing a Breed," Jeździec i Hodowca, 1933. Manuscript: "History of the Pelkinie Herd." Yearbooks of "Stud Books.")
Social, Economic, and Educational Activities
a) On the Estate Grounds
1/ Orphanages. Following his father, W. C. took over several orphanages established in villages on the estate, and increased their number to six. These orphanages were housed in manor buildings, some built specifically for this purpose. They were run by nuns from the Congregation of the Handmaid Sisters. The orphanages received their support at the expense of the estate. Their main task was conducting kindergarten, and where there was no school, they provided children with education at the primary school level through an examined teacher. They also engaged in nursing care for the sick from surrounding villages. Where there was no church on the premises, there was a chapel at the orphanage. Additionally, the orphanage workers conducted various courses such as sewing, tailoring, household management, etc., with professional instructors. The orphanages and their activities were under the special supervision of Mrs. Jadwiga.
2/ Village Schools. Already Prince George was actively engaged in primary school education. He organized an association of primary school teachers from several surrounding schools, aimed at raising the level of pedagogical activity. (See: "Wiazownica, the Home of My Grandparents" by V. C.) Each teacher within the estate received free use of several hectares of land to improve his material situation, thereby allowing for the selection of the best personnel, and the level of education in these schools improved. Prince Witold maintained this custom. As long as his social and political activity did not consume his time more broadly, he chaired the school boards of several local schools.
3. To enable the sons of estate workers to continue their education, they were given scholarships. For some time boarding schools for these boys were maintained at the expense of the estate under the direction of a qualified director. But this system proved less practical.
4. In 1867 Prince George established a pension fund for estate workers. Half the contribution was paid by the insured, and half by the employer, and in this way a fund was created which provided workers with old-age insurance. Once official pension insurance was introduced, Prince Witold distributed this fund among the insured and liquidated it.
5. Medical care at the expense of the estate by a full-time doctor covered all workers both physical and intellectual, until sickness insurance was introduced.
6. Roman Catholic and Greek Catholic (Uniate) Churches. The Pelkinie estate was located within three Roman Catholic and nine Greek Catholic parishes. The Bielin estate was in one Roman Catholic parish, while the Poznań estate Konarzewo was in four parishes. All these parish churches received annual support from W. C. for maintenance, and sometimes for grain. (17 parishes). The churches in Wiazownica and Radawa were destroyed during World War I and were rebuilt with substantial help from W. C. Furthermore, in the interwar period within the Pelkinie estate three new parishes were established in Wólka Pelkińska, Szówka, and Molodycze, and a daughter church in Manasterz, with considerable participation by W. C. in construction costs.
7. It should be noted that on each folwark an organized fire brigade was established with its own fire engine and other fire-fighting equipment, ready at any time to participate in putting out fires, which were so frequent in wooden village buildings. Victims of fire received help in rebuilding through building materials.
The estate's social duty included providing help to all manner of poverty.
In conclusion of this account of W. C.'s economic and social activities on the estate, it is noted that these two types of activity are difficult to separate from one another and to establish a boundary between them, since both, in accordance with W. C.'s assumptions, were to serve the homeland.
Social, Economic and Educational Work Beyond the Estate Grounds
As a delegate of Poland, he participates in an international agricultural conference in Paris. Decorated: Mérite Agrocol.
("Rolnik," "Gazeta Rolnicza, Warszawska," archives of the Society of Agriculture, Central Agricultural Society, Warsaw, etc.)
4/ From 1895-1896 he served as president of the Galician Forestry Society.
(Engineer Szczerbowski: Twenty-Five Year Memoir of the Activity of GFS, 1882-1907, Lviv, 1907.)
5/ Farmers' Circles. W. C., John Mycielski from Wiśniowa, and George Turnau from Mikulice, and several other like-minded farmers founded the Association "Farmers' Circles." The association began operating in 1906; its statute was approved by the Namestnictwo (provincial government) on March 11, 1908, L. 28311/XI. The goal of this organization was to stimulate farmers in the direction of rational work on their own property, to spur them on to eager social work and to develop a sense of responsibility toward their land. The institution was divided into circles comprising one or two counties. The circles held meetings several times a year, successively at members' properties, combined with visits to their farms according to a predetermined schedule. Excursions were organized combined with visits to leading farms in the country and abroad. Furthermore, members were obliged to participate in social work in their area. The association maintained experimental stations under the supervision of professors of higher institutions (Niezatyce). To enable students of agriculture to make productive use of their agricultural practice, a Commission of Practices was created. Students who applied were directed to progressive farms where they conducted their practices under a strict schedule and were obliged to submit periodic reports to the practices commission for evaluation. Such practice was a source of acquiring practical professional knowledge and taught serious work. In 1911 the association had 11 circles: Jaroslaw-Przeworsk, Rzeszów, Przemyśl, Wieliczka, Jasło, Krakow, Mielec, Podgórze, Lviv-Żółkiew, Sambor, and Stanislavów. In eastern Galicia "Circles of Conventions" with analogous goals were founded in parallel. After the First World War the Farmers' Union encompassing the entire Republic was established. The Farmers' Circles were then dissolved, and their members joined the Farmers' Union. Throughout their entire existence, W. C. was president of the Farmers' Circles.
For several decades, W. C. participated in diploma examinations as a member of the examination commissions of the Agricultural Academy in Dublanki and the Agricultural Studies in Krakow, representing the practicing farmers.
Minutes of the Practices Commission (Jagiellonian Library). Statute of "Farmers' Circles." Brochure: W. C. "Farmers' Circles," Gazeta Narodowa, Lviv 1912. W. C. "Duties of the Farmer," Rolnik 16.X.1908. Prof. K. Rogóyski: "Practical Education of Agricultural Youth," Warsaw Geb. and Sp. Warsaw 1913 (Jagiellonian Library). Yearbooks: "Rolnika," "Gazety rolniczej"—Family correspondence.
6/ Higher Farmer Courses. Concerned about farmer youth, who as a result of the war and interruption of studies caused by military service, with the initiative of the Farmers' Circles, Higher Farmer Courses were established immediately after the war in Lviv, with the purpose of giving this youth full technical education in a shortened period, not only theoretical education but also practical. The director of this institution was George Turnau from Mikulice, after his death Professor Dr. Zygmunt Markowski, while its president was W. C. These courses proved so worthwhile that they lasted until 1939 and competed effectively with agricultural academies. W. C. regularly participated in examination commissions at diploma examinations.
Yearbooks: "Rolnika"—regulations in the Jagiellonian Library.
7/ W. C. was a member of the local committee of the "Polish Library in Paris."
See: Fr. Puławski: "Polish Library in Paris from 1893 to 1948," Paris 1948, p. 55.
8/ Farmers' Bank. Shortly after World War I a group of farmers established a financial institution called the "Farmers' Bank." Its purpose was to have its own credit apparatus to finance various farming and agricultural undertakings, to gain independence from great capitalist finance, to conduct farmer monetary policy. Unfortunately this undertaking did not survive the crisis of 1926-30 and had to be liquidated, exposing many farmers to enormous financial losses. W. C. was a member of the supervisory board. In connection with the bank's liquidation, he suffered losses in the millions, which upset the financial balance of his estate.
9/ Foundation "Kórnik Facilities." Vladislav Zamoyski before his death created from his Kórnik and Zakopane estates (19,000 hectares, castle in Kórnik, library, museum collections, dendroligical institute/) a foundation, donating it to the nation. The statute of this foundation was passed as a law by the Sejm. Zamoyski died in 1924. He did not live to see the implementation of this institution. He appointed as executors of his will W. C. and John Zamoyski from Trzebienia, his closest friends and relatives. It thus fell to them to implement the founder's intentions. As administrators of the Foundation they organized the somewhat disordered economic and financial state of the estates, and put into effect its goals. After the establishment of the Foundation authorities, they became members of the Kórnik Foundation Curatorium.
Foundation Archive, correspondence.
10/ Rural Educational Centers. One of W. C.'s particular interests and concerns was the problem of educating youth. As the father of several sons, he felt the lack in Poland of an educational institution for boys providing Polish character education at a proper level and providing education and preparation for life. Government gymnasiums of the partitioning powers could not fully accomplish this task. With the outbreak of greater national freedom under Russian rule in connection with the events of 1905, the idea arose to create such a school in the Kingdom. W. C. made contact with individuals from the Kingdom. Together with Fr. John Graliewski and Casimir Lutosławski, after extensive study in the country and abroad, the school for boys was founded under the name "Polish Rural Educational Centers." The meetings and conferences of these gentlemen were held mostly in Pelkinie with the close participation of Mrs. Jadwiga. In 1906 a prospectus of this school was issued, dated in Pelkinie and signed by the above-mentioned people. In 1907 the school became active in Stara Wś near Warsaw in facilities provided free of charge for its use by ordinance holder M. Zamoyski, and subsequently the senior classes were moved to Surochów near Jaroslaw to buildings provided to the school also free of charge by W. C., and the oldest class was located in Prokocin near Krakow (John Getz Okocimski). Students came from all three partitions, which was the basic idea of the founders, to develop in the graduates a clear sense of the unity of all Poland. Therefore part of the school was located under Russian rule and part under Austrian rule. Unfortunately the Prussian authorities did not permit opening a school in the Poznań area. It was a type of experimental school, conducted according to the most modern pedagogical and didactic methods of that time, independent of the systems of state gymnasiums. The last year of study was devoted to preparing students for the school-leaving examination, which all graduates passed with good grades. World War I, in 1914, made further operation of the school impossible, and after the war it was not reactivated.
Printed: "Polish Rural Educational Centers, Principles and Means," Lviv 1906. Relevant materials in the hands of Professor Henry Chodynicki in Warsaw, who is researching the history and activities of the "Centers" by order of the Polish Academy of Sciences. Article by W. Chodynicki, "Polish Rural Educational Centers (1906-1914)," reprint "Pedagogical Experiments" 1963.
11/ Among W. C.'s social works should be counted his participation in the councils of the Sieniawa entailment of the Czartoryskis and the Poturzyc entailment of the Dzieduszycskis. The statute of the Czartoryski entailment obligated the current entailment holder, the usufructuary, to maintain from the income of the Sieniawa and Beski estates a historical museum together with a library and archive in Krakow. The statute of the Dzieduszycski entailment obligated the current entailment holder to maintain from the Poturzyc and Zarczyce estates a museum of natural history in Lviv together with the Poturzyc library. The duty of the Entailment Council was to oversee the entailment holder, to ensure he properly fulfilled his obligations under the statute of the entailment, in particular to ensure he did not diminish the entailment property, to properly support the museums and libraries from the entailment income, and above all to ensure that the cultural-scientific institutions that are the property of the entailment fully fulfilled the role in accordance with the founders' intentions.
Entailment Archives. Journal of State Laws, 1924, part III, no. 4.
POLITICAL ACTIVITY
In the first period of his public activity, W. C. was not actively engaged in politics. Only thanks to his achievement of an outstanding position in society did life itself call him to politics, through the inheritance of the legacy from his father, who was withdrawing from active life due to advanced age.
He began his political activity by running for deputy to the Sejm from the Curia of Lesser Property. In 1908 he became deputy to the Galician Diet. Not bound by any political faction, he entered the Sejm as an independent, "wild" as it was then said. Only after some time was the "Center" club established in the Sejm, of which he became president. The "Center" club later transformed into the "Christian-National Party." He was a member of the "National Council" and participated in Sejm commissions (school commission). The ideology of the "Stanczyks" did not suit him. He opposed the policy of Namestnik Bobrzyński, accusing him of excessive dependence, as Namestnik, on central Vienna authorities. Ideologically he stood closest to National Democracy, as an inter-regional party.
After his father's death, he became a hereditary member of the House of Lords in Vienna.
Election Proclamation. Letter from the Ministry of Interior of March 30, 1913, L. 2073/M.I.
With the outbreak of war in 1914, two orientations emerged among Poles. Some, counting on the victory of the central powers, considered their victory advantageous for Poland, regarded defeating Russia as our fundamental interest, participated actively in the war, creating legions. The other side considered the alliance of western powers as their ally. W. C. took the position of the second direction. He became strongly engaged and firmly opposed the policy of the Supreme National Committee.
In 1916 he managed to travel to Switzerland where he was a participant in the Lausanne conference that established the Polish Committee in Paris.
Letter from K. M. Morawski recalling his activities 1915-16 in Switzerland.
He firmly opposed the intent of the central powers to impose conscription in the Kingdom.
Letter to Hilinski dated March 15, 1916.
In November 1916, he was appointed by the Regency Council as commissioner for Galicia, with the task of assuming government of this region in its name. He did not reach Lviv, where the field had been prepared, because of siege by Ukrainians, and Krakow, politically controlled by activists, did not accept him. (General Roé's oath) In the meantime, the Regency Council handed power to Piłsudski.
He directed his activities above all to providing assistance to besieged Lviv, and eagerly strove to obtain military relief. He circulated between Warsaw and besieged Lviv, which he reached many times.
After the seizure of Eastern Lesser Poland by Polish authorities, he acted primarily as president of the Society of Agriculture, reorganizing this institution and agriculture after war devastation.
After regaining independence he entered the Senate as a member of the Christian-National Party, 1922-1927. After the transformation of the National Democratic Party into the National Party, and the dissolution of the Christian-National Party, together with other members he joined the National Party, 1928. Steadily and consistently he followed his party's direction, opposing Piłsudski's policy, and after his death opposing the Sanation. He belonged to the group of people leading the journal "Rzeczpospolita" and subsequently "Warszawianka," chairman of the executive committee of "Warszawianka," edited by Professor S. Stroński, bearing large financial sacrifices for its financing. Occasional articles by him appeared in the press opposing the Sanation policy. Before elections on family law issues, in defense of university autonomy, etc. He drew reprisals from the Sanation authorities (tax office).
Minutes of the Galician Diet, Senate of the Republic—Rzepeccy, "Sejm i Senat." Łoza: "Do You Know Who That Is." Articles in the press. Correspondence. Speeches.
As a devout and consistent Catholic, he participated in Catholic Action activities, was in close contact with the Polish episcopate. He belonged to the Marian Sodality.
During the German occupation he retained only a small portion of his estate. He remained in contact with Polish underground but because of his advanced age did not develop broader activity in this direction. His home became a shelter for dozens of families evacuated, whether from Poznań or Volhynia, and for those hiding from the occupant's repressions.
With his wife Jadwiga Count Dzieduszycka, he had two daughters and nine sons. Daughter Anna was Superior of the Visitation Sisters in Warsaw (Warsaw Uprising). Of the nine sons, three received priestly ordination, and six settled on the land. In the years 1914-20, six sons fought on the front. During the last war, four sons and three grandsons participated in campaigns on various fronts. Father Michael, a Dominican, was shot to death during the Warsaw Uprising, and son Roman died as a result of illness contracted in a prisoner of war camp.
On August 21, 1939, the Witold Czartoryskis celebrated their golden wedding in Pelkinie, surrounded by their children, numerous grandchildren, relatives, and friends.
General Characterization and Letter from Professor S. Kasznica. (attached)
He died on September 4, 1945 in Maków Podhalański at the home of his son Stanislaw, the then-pastor of Maków. Buried in Maków cemetery, in soil donated in the 17th century by the Czartoryskis.
Portraits: Francis Horodyski, ca. 1950, oil. Society of Agriculture, Lviv. Jadwiga Horodyska, 1943, pastel, family collection.
WŁODZIMIERZ CZARTORYSKI
KRÓTKIE DANE Z ŻYCIA WITOLDA KSIĘCIA CZARTORYSKIEGO
KRAKÓW 1969
ARCHIWUM RODZINNE WŁODZIMIERZA CZARTORYSKIEGO WARSZAWA, UL. MICKIEWICZA 30, M. 43 TEL. 39-59-84. WŁAŚCICIEL: PAWEŁ CZART0RYSKI
NA PRAWACH RĘKOPISU: WYKORZYSTANIE W JAKIEJKOLWIEK FORMIE: POWOŁAŃ, CYTATÓW, PRZYTOCZEŃ FRAGMENTÓW, REPRODUKCJI TEKSTU W CAŁOŚCI LUB W CZESCI BEZ PISEMNEJ ZGODY WŁAŚCICIELA CHRONIONE PRAWEM AUTORSKIM. WARSZAWA, 20. 1.1994
PAWEŁ CZARTORYSKI (własnoręczny podpis)
WITOLD KSIĄŻE CZARTORYSKI
Ur. w Wiedniu w Wienhaus w pałacu swego ojca 10.11.1864, zmarł 4. IX.1945 w Makowie Podhalańskim u syna ks. Stanisława ówczesnego proboszcza makowskiego, później kanonika i infułata kap. Krakowskiej. Syn Jerzego 1828-1912 (Słownik Biogr.) i Marii a Czermaków. Naukę w zakresie szkoły średniej pobierał w domu. Maturę zdał w Jarosławiu w gimnazjum państwowym. Studia akademickie Hochschule fur Bodenkultur, wydz. roln. we Wiedniu.
Ożenił się we Lwowie 21 lutego 1889 z Jadwigą hr. Dzieduszycką ur. 1867 zm. 1941 w Pełkiniach, córką Włodzimierza 1825-1899 (Słownik Biogr.) i Alfonsyny z Miączyńskich. Przez 52 lata idealnego współżycia małżeńskiego dzieliła ks. Jadwiga z mężem Jego prace i zamiłowania oraz swą wybitną indywidualnością odegrała niepoślednią rolę w formowaniu jego osobowości, kierunku jego pracy, a przede wszystkim w stworzeniu tak specyficznie polskiego i chrześcijańskiego, stylu życia domu pełkińskiego, w pierwszym zaś rzędzie w wychowaniu licznych dzieci, forsowaniu ich charakterów i przygotowania ich do życia. Po ślubie osiada w swym majątku w Pełkiniach, pow. Jarosław.
W myśl tradycji rodzinnej zakłada w otoczeniu pałacu pełkińskiego park (ok.10 ha), który stał się pięknym okazem architektury ogrodu, w bezleśnej okolicy, a równocześnie cennym obiektem dendrologicznym. Przez 50 lat pieczołowicie pielęgnował go osobiście, sprowadzał cenne odmiany drzew i krzewów, oraz założył szkółki drzew parkowych. Rozp. z dnia 21.1. 1950, L,K,S.-Z-6-1-49 nr rej. 18ZP uznany za obiekt zabytkowy.
("Park dworski w Pełkiniach" Włodz. Cz. maszynopis złożony w Państ. Radzie Ochr. Przyrody w Krakowie 1950.- Artykuł Wit. Cz. "Uzasadnienie przycinania drzew wolno stojących" III Rocznik Pols. Tow. Dendrologicznego 1930.- Broszura "Kilka słów o przycinaniu i leczeniu chirurgicznym drzew leśnych, parkowych i alejowych” Jarosław 1929).
Sprawy majątkowe i gospodarcze
Jako rolnik z zamiłowania i wykształcenia zaprowadza W.Cz, racjonalną gospodarkę postępową, o kierunku hodowlano—buraczanym. Hodowla bydła rasy nizinnej czarno-białej oraz do pierwszej wojny simentalerskiej zajmuje stale pierwsze miejsce, pod względem rasy i mleczności, w Związku Hodowców Bydła we Lwowie.
Jako członek zarządu cukrowni w Przeworsku (do r.1903/4) zajmuje kierownicze stanowisko w tym wielkim zakładzie przemysłu rolnego. Ponadto w maj, Pełkińskim są prowadzone pola doświadczalne (nawozowe, uprawowe, odmianowe) w ramach akcji stow. Kółek Ziemian, pod kierownictwem prof. wyższych uczelni krajowych.
I wojna światowa powoduje wielkie zniszczenia folwarków położonych w dolinie rzeki Sanu. 80% budynków zostaje zniszczonych, a z inwentarzy pozostały jedynie niedobitki. Odbudowa tych zniszczeń wymacała wielkiej pracy i wysięku finansowego. Po niewielu latach maj. pełkiński staje się znowu jednym z czołowych w kraju.
Melioracje. Na kilka lat przed I wojną światową wszystkie grunty tego wymagające zostały zdrenowane /parę tys. ha/ a zabagnione łąki doprowadzone do wysokiej wydatności całym systemem rowów. Pozakładano intensywne pastwiska.
Lasy obejmujące przeważną przestrzeń majątku pełkińskiego, o dużym zapasie drewna prowadzono nowocześnie stosując zalesienia i trzebieże. Tartak przeciera materiały drzewne na wysokogatunkowe tarcice, znajdujące zbyt w kraju i na eksport. Pierwotny tartak został spalony w czasie I wojny. Zaraz po wojnie staje przy linii kolejowej w Surochowie nowy tartak o 4 trakach heblarce i maszynach pomocniczych. Kolejka wąskotorowa parowa 32 te®, łączyła tartak z lasami docierając do lasów sąsiednich, w których zakupywano drzewostany rębne, Kolejka ta docierała do zakładów ceramicznych i do spławu na Sanie. Część mat. drzewnych spławiano Sanem do Gdańska, odkąd znikły kordony państw zaborczych przecinające bieg Wisły. Zakłady te zatrudniały przeszło 600 pracowników dając zarobki okolicznym małorolnym.
Zakłady Ceramiczne. Przy istniejącej od dawna cegielni parowej w Szówku, postawił właściciel fabrykę kafli ukończoną w r. 1925. Produkcja wynosiła kilkaset tysięcy sztuk kafli rocznie. Zbyt od Krakowa po Stanisławów. Fundusze na te inwestycje uzyskano z parcelacji zniszczonych folwarków. Zatrudniano około 500 pracowników, przeważnie miejscowych małorolnych. Dane z pozostałych nielicznych zapisków i tradycji.
Stadnina koni arabskich Szczególnym zamiłowaniem W.Cz. była stadnina koni. On sam miał nie tylko wielki talent hodowlany, ale pasją jego było ujeżdżanie koni osobiście, tak wierzchowych jak i zaprzęgowych, Szczególnie wierzchowe konie pól krwi lub anglo-araby, doskonale wyjeżdżone, szły na eksport nieraz nabywane przez kupców z Berlina.- Ale głównym ośrodkiem hodowli koni, była stadnina czystej krwi arabskiej, pochodząca ze sławnej stadniny Juliusza Dzieduszyckiego w Jarczowcach. Właściciel uważał już wówczas, że krew arabska stanowi podstawę do uszlachetnienia konia polskiego. Ta zasada hodowlana uznaną była przez wiekowe doświadczenie polskie, a potwierdzona w ciągu doświadczeń ostatnich dziesięcioleci. Z pogromu stadniny pełkińskiej w czasie I wojny uratowało się zaledwie kilka źrebiąt zołzujących. Po nich została odbudowana na nowo stadnina koni arabskich i anglo-arabskich czystej krwi. Konie te zdobywały liczne nagrody na torach krajowych, po wprowadzeniu wyścigów tych ras w Polsce. Rząd Polski zakupywał materiał hodowlany do stadnin państwowych. Araby pełkińskle eksportowano w okresie międzywojennym do USA, Estonii, Niemiec itd. W czasie ostatniej wojny, pomimo bitwy, której skutkiem spłonęła część folwarku a inwentarz został rozgromiony, udało się uratować tę stadninę, która została następnie przejęta przez władze w trybie ref. rolnej. Stanowi ona dotychczas znaczną część trzonu hodowli konia arabskiego w Polsce, uznanej przez zagranicę (USA) za najcenniejszą w świecie. Duże możliwości eksportowe. Zapoczątkował W.Cz. hodowlę konia rasy huculskiej, aby ożywić hodowlę tej cennej rasy konia górskiego. Skoro z jego inicjatywy koń huculski uzyskał należytą opiekę władz hodowlanych, stadnina hucułów w Pełkiniach została skasowana. Przewodnią myślą taj akcji było rozwinięcie tej cennej odmiany koni dla dobra górskiej ludności wschodnich Karpat, a równocześnie nie dopuszczenie do zdegenerowania jej przez krzyżówki obcymi rasami. Ta akcja osiągnęła pełny rezultat.
Roczniki "Rolnika" (St. Bojanowski: Sylwetki koni orientalnych i ich hodowców" - Kraków 1906 Gebethner. - Roczniki Jeźdźca i Hodowcy. - Artykuł W.Cz. ”Apel o ustalenie rasy” Jeźdźca i Hodowca 193. Rękopis: „Historia stada pełkińskiego". - Roczniki "Ksiąg stadnych”.
Działalność społeczna: gospodarcza i oświatowa
a/ Na terenie majątku 1/ Ochronki Po Ojcu objął W.Cz. kilka ochronek założonych po wsiach na terenie majątku, których liczbę powiększył do sześciu. Ochronki te mieściły się w dworskich budynkach częściowo specjalnie w tym celu wybudowanych. Prowadzone były przez zakonnice ze zgromadzenia SS. Służebniczek. Ochronki otrzymywały utrzymanie na koszt majątku. Ich głównym zadaniem było prowadzenie przedszkola, a o ile nie było szkoły na miejscu, udzielały dzieciom nauki w zakresie szkoły powszechnej przez egzaminowaną nauczycielkę. Dalej zajmowały się pielęgniarstwem wśród chorych ze wsi okolicznych. Gdzie nie było na miejscu kościoła, znajdowała się przy ochronce kaplica. Ponadto ochroniarki prowadziły rozmaite kursy okolicznościowe jak szycia, kroju, gospodarstwa domowego itp. przy udziale fachowych sił, jako instruktorki,. Ochronki i ich działalność stały pod szczególną opieką x. Jadwigi.
2/ Szkoły wiejskie. Już x. Jerzy zajmował się gorliwie nauczycielstwem szkół powszechnych. Zorganizował zrzeszenie nauczycieli szkół powszechnych kilkunastu szkół okolicznych, mające na celu podniesienie poziomu działalności pedagogicznej nauczycielstwa. (Patrz: "Wiązownica, dom moich Dziadków" Włodz. Cz.) Każdy nauczyciel w obrąbie majątku otrzymywał bezpłatnie do użytku kilka mg. gruntu, aby poprawić jego położenie materialne, dzięki czemu, mógł powstać dobór sił najlepszych, a poziom nauki w tych szkołach podnosił się X. Witold utrzymywał nadal ten obyczaj. Dopóki działalność społeczna i polityczna nie pochłaniała jego czasu na szerszym terenie, przewodniczył radom szkolnym miejscowym szeregu szkół.
3. Aby synom pracowników majątku umożliwić dalsze kształcenie się, otrzymywali oni stypendia. Jakiś czas prowadzono na koszt majątku bursy dla tych chłopców pod kierunkiem dobranego kierownika. Lecz ten system okazał się mniej praktyczny.
4. W roku 1867 założył X. Jerzy fundusz emerytalny dla pracowników majątku. Połowę składak wpłacał ubezpieczony, a drugą połowę pracodawca i w ten sposób powstał fundusz, który dawał pracownikom ubezpieczenie na starość. Skoro założono oficjalne ubezpieczenie emerytalne, wypłacił x. Witold ten fundusz pomiędzy ubezpieczonych i zlikwidował go.
5. Lecznictwo na koszt majątku przez stałego lekarza obejmowało od dawnych czasów wszystkich pracowników tak fizycznych jak i umysłowych, dopóki nie wprowadzono kas chorych.
6. Kościoły i cerkwie grecko-katollckie (unickie). Majątek Pełkinie położony był w obrębie trzech parafii rzym. kat. oraz dziewięciu parafii gr. kat. Maj. Bieliny na terenie jednej parafii rzym. kat. zaś poznański majątek Konarzewo na terenie czterech parafii. Wszystkie te kościoły parafialne otrzymywały ze strony W.Cz. coroczne świadczenia w opale, a nieraz i zbożu. (17 parafii). Kościoły w Wiązownicy i Radawie legły w gruzach w czasie I wojny i zostały odbudowane przy wydatnej pomocy ze strony W.Cz. Ponadto w okresie międzywojennym w obrębie maj. pełkińskiego powstały trzy nowe parafie w Wólce Pełkińskiej, Szówku i Mołodyczu oraz kościół filialny w Manasterzu, przy znacznym udziale W.Cz. w kosztach budowy.
7. Należy tu wspomnieć, że na każdym folwarku była zorganizowana straż ogniowa z własną sikawką i innymi urządzeniami pożarniczymi, każdej chwili gotowa do wzięcia udziału w gaszeniu pożarów, tak częstych w drewnianych zabudowaniach wsi okolicznych. Pogorzelcy otrzymywali pomoc w odbudowie w materiałach budowlanych.
Do obowiązku społecznego majątku należało udzielanie pomocy wszelkiej biedzie.
Na zakończenie opracowania działalności gospodarczej i społecznej na terenie majątku zaznacza się, że te dwa rodzaje działalności trudno od siebie oddzielić, i ustalić pomiędzy nimi granicę, gdyż one obydwie, w myśl założeń W.Cz. miały zarówno służyć ojczyźnie.
Praca społeczna, gospodarcza i oświatowa po za obrębem majątku
Pracę społeczną w szerszym zakresie rozpoczął W.Cz. od działalności w powiecie.
1/ Wchodzi, Jako członek do Rady Powiatowej, a następnie po swym Ojcu zostaje wybrany jej prezesem 1898-1904.
2/ Z inicjatywy W.Cz. powstaje "Spółka Wodna dla osuszenia bagien Łańcucko-Jarosławskich”. Spółka prowadzi prace melioracyjne pod kierunkiem Wydziału Krajowego (naczelna instytucja samorządowa Galicji) mająca za zadanie osuszenie bagien w dolinie Sanu na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów od Łańcuta po Jarosław. Spółka ta obejmuje przeważnie grunty należące do mniejszej własności. Melioracje te do dziś działające zamieniły nieużytki na łąki o dużej wartości produkcyjnej. W.Cz. był wieloletnim prezesem tej spółki. Melioracje te działają po dziś dzień.
Patrz Szczurowski August: "Skorowidz powiatu Jarosławkiego". Przemyśl 1902.
3/ Jako rolnik z wykształcenia i zamiłowania główną swą działalność społeczną skierowuje do udziału w pracach organizacji rolniczych. Zaczyna od działalności na terenie powiatu. Wchodzi do władz powiatowego jarosławsko-łańcuckiego oddziału Tow. Gospodarakiego we Lwowie, obejmując kierownictwo jego działów hodowlanych. (Prezes oddziału od r.1905). Następnie wchodzi jako członek wydziału Tow. we Lwowie, kierując sprawami hodowlanymi. W r.1906 zostaje wiceprezesem Towarzystwa, zaś w r. 1910 jego prezesem. Za czasów prezesury W.Cz. agendy towarzystwa znacznie się rozwijają. W r. 1011 wyjeżdża z komisją Tow. Gosp. po zakup bydła symentalskiego do Szwajcarii. Wkrótce po objęciu prezesury przez W.Cz. nabywa Towarzystwo własny gmach przy ul. Kopernika we Lwowie, w którym znajdują pomieszczenie również i inne bratnie organizacje rolnicze, działające na terenie Galicji. Przez trafny dobór pracowników oraz umiejętne nimi kierownictwo, podnosi się sprawność działalności towarzystwa. Organ jego "Rolnik” staje na wysokim poziomie pod naczelną redakcją prof. B. Jsnowskiego. Towarzystwo działa na terenie Wschodniej Galicji, reprezentuje samorząd rolniczy tej dzielnicy, gromadząc w swym gronie tak mniejszą jak i większą własność rolną. Współpracuje z Tow. Kółek Rolniczych oraz innych bratnich organizacji.
0żywioną i bardzo owocną działalność Tow. rozwija prezes w okresie pierwszej wojny światowej. Na skutek zajęcia Galicji Wschodniej przez wojska rosyjskie, prezydium Tow. Gosp. przenosi się do Wiednia, a część jego władz pozostaje we Lwowie. Po cofnięciu się wojsk rosyjskich bardziej na wschód linia frontu przechodzi nadal przez wschodnie powiaty Galicji aż do r. 1913. Wówczas to uzyskiwanie pomocy od centralnych władz wiedeńskich w odbudowie zrujnowanych gospodarstw, oraz udzielanie pomocy ludności powracającej do ruin i zgliszcz staje się naczelnym zadaniem Towarzystwa w kontakcie z władzami wojskowymi i cywilnymi. Reorganizuje się oddziały powiatowe.
Po odzyskaniu niepodległości i nastaniu pokoju rozwija nadal Towarzystwo swą pokojową działalność. Reorganizuje oddziały powiatowe, zakłada stacje doświadczalne na własnych gospodarstwach uzyskanych przeważnie drogą darowizn ofiarnych ziemian (Zagrobela pod Tarnopolem, Fredrów pow. Rudki). Organizuje i popiera przemysł przetwórczy, jak wytwórnię warzywniczo-owocową w Fredrowie, inicjuje bekoniarnie, gorzelnictwo itp.
Osobnym działem działalności Tow. to szerzenie oświaty rolniczej. Zakłada szereg szkół rolniczych, prowadzi liczne kursy dla małorolnych. Jest w kontakcie z organizacjami szerzącymi oświatę na wsi, jak Tow. Szkoły Ludowej, uniwersytety ludowe, a przede wszystkim współpracuje z Tow. Gospodarczego Wykształcenia Kobiet, którego celem jest zakładanie i prowadzenie różnych kursów periodycznych dla kobiet i dziewcząt wiejskich. Aby przysposobić odpowiedni personel pedagogiczny T.G.W.K dzięki fundacji p. Karłowicz i Wandy ks. Czartoryskiej (Słownik Biogr.) siostry W.Cz., powstaje w Snopkowie pod Lwowem Seminarium nauczycielskie.
Pod patronatem Tow. Gosp. pokrywa się kraj spółdzielniami: mleczarskimi, wikliniarstwa, producentów chmielu, hodowców koni, bydła, trzody, drobiu. Powstają coraz liczniej spółdzielnie kredytowe dla małorolnych, spółki handlowe itp.
W r. ( ) następuje zlanie się Tow. Gosp. z pokrewnymi instytucjami rolniczymi działającymi na terenie byłej Galicji jak Tow. Rolnicze w Krakowie i Tow. Kółek Rolniczych, w jedną organizację jako oddział Centralnego Tow. Rolniczego w Warszawie. Wówczas W.Cz. zostaje wiceprezesem tej instytucji. Jako delegat Polski bierze udział w międzynarodowym zjeździe rolniczym w Paryżu. Odznaczony: Mérite Agrocol.
("Rolnik”, ”Gazeta Rolnicza, Warszawska", archiwa Tow. Gosp., Centr. Tow. Roln. Warszawa itp.)
4/ Od r. 1895-1896 jest prezesem Galicyjskiego Towarzystwa Leśnego.
(Ing. Szczerbowaki: Pamiętnik 25-lecia działalności G.T.L. 1882-1907 Lwów, 1907).
5/ Kółka Ziemian. W.Cz., Jan Mycielski z Wiśniowej i Jerzy Turnau z Mikulic oraz kilku zbliżonych do nich ideowo ziemian zakładają Towarzystwo „Kółek Ziemian". Towarzystwo zaczyna działać już w r. 1906, statut jego został zatwierdzony przez namiestnictwo 11/III. 1908 L.28311/XI. Celem tej organizacji było uaktywnienie ziemian w kierunku racjonalnej pracy na swym warsztacie, pobudzić do gorliwej pracy społecznej oraz wyrobić poczucie odpowiedzialności wobec posiadanej ziemi. Instytucja dzieliła się na kółka obejmujące jeden lub dwa powiaty. Kółka odbywały kilkakrotnie w ciągu roku zebrania kolejno a swych członków, połączone ze zwiedzaniem gospodarstwa, wedle z góry ułożonego regulaminu. Organizowano wycieczki połączone ze zwiedzaniem przodujących gospodarstw w kraju i zagranicą. Ponadto członkowie mieli obowiązek brania udziału w pracy społecznej na swoim terenie. Towarzystwo prowadziło stacje doświadczalne pod nadzorem profesorów wyższych uczelni (Niżatyce). Aby młodzieży odbywającej studia rolnicze udostępnić owocne odbycie praktyki rolnej, stworzono Komisją Praktyk. Zgłaszających się studentów skierowywano do postępowych gospodarstw, gdzie odbywali oni praktyki ujęte ścisłym regulaminem, oraz byli zobowiązani przedkładać komisji praktyk periodyczne sprawozdania, które podlegały ocenie tejże komisji. Taka praktyka była żródłem nabycia praktycznej wiedzy zawodowej, oraz uczyła rzetelnej pracy, W roku 1911 do Towarzystwa należało 11 kółek: jarosławsko-przeworskie, rzeszowskie, przemyskie, wielickie, jasielskie, krakowskie, mieleckie, podgórskie, lwowsko-żółkiewskie, samborskie i stanisławowskie. We wschodniej Galicji powstały równolegle "Koła Zjazdów" o analogicznych celach. Po pierwszej wojnie powstał Związek Ziemian obejmujący swym zasięgiem całą Rzeczpospolitą. Wówczas Kółka Ziemian rozwiązano, a ich członkowie weszli do Związku Ziemian. Przez cały czas ich istnienia W.Cz. był prezesem Kółek Ziemian.
Przez lat kilkadziesiąt brał W.Cz. udział przy egzaminach dyplomowych w komisjach egzaminacyjnych Akademii Rolniczej w Dublanach i Studium Rolniczego w Krakowie, jako przedstawiciel rolników-praktyków.
Program Komisji Praktyk (Bibl. Jag.) - Statut "Kółek Ziemian", - Broszurka: W.Cz. "Kółka Ziemian", Gazeta Narodowa, Lwów 1912. - W.Cz. "Obowiązki Gospodarującego" Rolnik 1%X.19O8. - Prof. K. Rogóyski: "Kształcenie praktyczne młodzieży rolniczej" Warszawa Geb.i Sp. Warszawa 1913 (Bibl. Jag.). - Roczniki: "Rolnika", "Gazety rolniczej" - Korespondencja rodzinna.
6/ Wyższe Kursy Ziemiańskie. W trosce o młodzież ziemiańską, która w skutek wojny i przerwie w studiach spowodowanej służbą wojskową, z inicjatywy Kółek Ziemian, powstają zaraz po wojnie Wyższe Kursy Ziemiańskie we Lwowie, z założeniem, aby dać tej młodzieży pełne wykształcenie fachowe w skróconym czasie, i to nie tylko wykształcenie teoretyczne, lecz również i praktyczne. Dyrektorem tej uczelni był Jerzy Turnau z Mikulic, po jego śmierci prof. Dr Zygmunt Markowski, zaś jej prezesem W. Cz. Kursy te okazały się tak celowe, że przetrwały do r. 1939 i konkurowały skutecznie z akademiami rolniczymi. W.Cz. bierze stale udział w komisjach egzaminacyjnych przy egzaminach dyplomowych.
Roczniki: „Rolnika” - regulamin w Bibl. Jagielońskiej.-
7/ W.Cz. Jest członkiem komitetu miejscowego "Biblioteki Polskiej w Paryżu.
Patrz: Fr. Puławski : "Biblioteka Polska w Paryżu v; latach IS93 do 1948W Paryż 1948 str. 55.
8/ Bank Ziemian Zaraz po I wojnie światowej grupa ziemian założyła instytucją finansową Pt. "Bank Ziemian". Celem jej było posiadanie własnego aparatu kredytowego, któryby finansował rozmaite przedsięwzięcia ziemiańskie i rolnicze, uniezależnienie się od wielkiej finansjery kapitalistycznej, prowadzenie ziemiańskiej polityki pieniężnej. Niestety to przedsięwzięcie nie wytrzymało kryzysu z lat 1926-30 i musiało ulec likwidacji, narażając wielu ziemian na ogromne straty pieniężne. W.Cz. był członkiem rady nadzorczej. W związku z likwidacją banku poniósł milionowe straty, co zachwiało równowagą finansową jego majątku.
9/ Fundacja "Zakłady Kórnickie" Władysław Zamoyski przed swą śmiercią tworzy ze swych dóbr kórnickich i zakopiańskich (19000 ha, zamek w Kórniku, biblioteka, zbiory muzealne, instytut dendrologiczny/) fundacje, darowując ją narodowi. Statut tej fundacji przeprowadza przez ustawę sejmową. Zamoyski umiera w r. 1924. Nie doczekał się przed swą śmiercią wprowadzenia w życie tej instytucji. Ustanowił, jako egzekutorów testamentu W.Cz. i Jana Zamoyskiego z Trzebienia swych najbliższych przyjaciół i krewnych. Im, więc przypadła rola wprowadzenia w czyn intencji fundatora. Jako zarząd Fundacji organizują dość nieuporządkowany stan gospodarczy i finansowy majątków, oraz wprowadzają w czyn jej cele. Po ukonstytuowaniu się władz Fundacji wchodzą w skład Kuratorium Fundacji Kórnickiej.
Archiwum Fundacji, korespondencja.
10/ Wiejskie ogniska wychowawcze Jednym ze szczególnych zainteresowań i trosk W.Cz. był problem wychowania młodzieży,, Jako ojciec kilku synów odczuwał brak w Polsce zakładu wychowawczego dla chłopców dającego polskie wychowanie charakterów na należytym poziomie i dającego wykształcenie oraz przygotowanie do życia. Rządowe gimnazja państw zaborczych tego zadania w pełni wykonać nie mogły. Po nastaniu pod zaborem rosyjskim nieco większej wolności narodowej w związku z wypadkami z r. 1905, powstaje myśl stworzenia takiej szkoły w Królestwie. W.Cz. wchodzi w kontakt s osobami z Królestwa. Wspólnie z ks. Janem Gralewskim i Kaz. Lutosławakim, po licznych studiach w kraju i na Zachodzie, została założona szkoła dla chłopców poci nazwą "Polskie Ogniska Wychowawcze Wiejskie”. Zjazdy i konferencje tych panów odbywały się przeważnie w Pełkiniach przy niepoślednim udziale ks. Jadwigi. W r. 1906 wydano prospekt tej sokoły, datowany w Pełkiniach a podpisany przez wyżej wymienione osoby. W 19O7 roku zaczęła być czynną szkoła w Starej Wsi pod Warszawą w pomieszczeniu oddanym bezpłatnie do jej użytku przez ordynata M. Zamoyskiego, a następnie starsze klasy przeniesiono do Surochowa koło Jarosławia do budynków oddanych szkole również bezpłatnie przez W.Cz., a najstarsza klasa mieściła się w Prokociniu pod Krakowem (Jan Getz Okocimski). Uczniowie pochodzili ze wszystkich trzech zaborów, co było podstawową myślą założycieli, aby w wychowankach wyrobić jasne poczucie jednolitości całej Polski. Dlatego też część szkoły znajdowała się pod zaborem rosyjskim a część pod zaborem austriackim. Niestety władze pruskie nie dopuściły do otwarcia szkoły w Poznańskim. Był to rodzaj szkoły eksperymentalnej, prowadzonej wedle najnowocześniejszych wówczas metod pedagogicznych i dydaktycznych, niezależnych od systemów gimnazjów państw, rządowych. Ostatni rok nauki poświecono przygotowaniu uczniów do matury, którą wszyscy wychowankowie zdali z dobrym postępem. Pierwsza wojna światowa, rok 1914, uniemożliwiła dalsze prowadzenie tej szkoły, a po wojnie jej nie reaktywowano.
Druk! "Polski© Ogniska Wychowawcze Wiejskie, zasady i Śródki „Lwów” 1906. - Odnośne materiały w ręku prof. Henryka Chodynickiego w Warszawie, który opracowuje historię i działalność. "Ogniska" na polecenie P.A.N. - Artykuł W. Chodynickiego "Polskie Ogniska wychowawcze wiejskie (1906-1914) odbitka „Eksperymentów wychowawczych" 1963.
11/ Do prac społecznych W.Cz. należy zaliczyć jego udział w radach ordynackich sieniawskiej ordynacji Czartoryskich, oraz poturzyckiej ordynacji Dzieduszyckich. Statut ordynacji Czartoryskich zobowiązywał ordynata, użytkownika każdoczesnego, do utrzymywania z dochodów dóbr sieniawskich i beskich, muzeum historycznego wraz z biblioteką i archiwum w Krakowie. Statut zaś ordynacji Dzieduszyckich zobowiązywał każdoczesnego ordynata, użytkownika, do utrzymywania z dóbr poturzyckich i zarzeckich muzeum przyrodniczego we Lwowie wraz z biblioteką poturzycką. Obowiązkiem Rady Ordynackiej było, kontrola nad ordynatem, aby spełniał należycie obowiązki nałożone na niego przez statut ordynacji, w szczególności, aby nie umniejszał majątku ordynackiego, aby należycie muzea i biblioteki z majątku ordynacji dotował, a przede wszystkim, czuwanie nad tym, aby instytucje kulturalno-naukowe będące własnością ordynacji w całej pełni spełniały rolę po myśli intencji fundatorów.
Archiwa ordynacji. Dziennik ustaw państwa, r.1094 cz. III Nr 4.
BDZIAŁALNOŚĆ POLITYCZNA
W pierwszym okresie swej działalności publicznej nie zajmował się W.Cz. czynnie polityką. Dopiero dzięki zdobyciu sobie wybitnego stanowiska w społeczeństwie, samo życie powołało go do polityki, przejęcie spuścizny po Ojcu wycofującym się z życia czynnego z powodu wieku.
Działalność polityczną rozpoczyna od kandydowania na posła do sejmu z Kurii Mniejszej Własności. W r. 1908 zostaje po-słom na sejm galicyjski. Nie będąc związanym z żadnym stronnictwem politycznym, wchodzi do sejmu jako bezpartyjny, ,,dziki” jak wówczas mówiono. Dopiero po pewnym czasie powstaje w sejmie klub „Środka”, którego zostaje prezesem. Klub „Środka’ przekształca się następnie w "Stronnictwo Chrześcijańsko-Narodowe”. Jest członkiem "Rady Narodowej” oraz bierze udział w komisjach sejmowych (komisja szkolna). Ideologia "Stańczyków" nie odpowiadała mu. Przeciwstawia się polityce namiestnika Bobrzyńskiego, zarzucając mu zbytnie uzależnienie się, jako namiestnika, od centralnych władz wiedeńskich. Najbliżej stał ideologicznie do Narodowej Demokracji, jako stronnictwa międzydzielnicowego.
Po śmierci swego Ojca zostaje dziedzicznym Członkiem Izby Panów w Wiedniu.
Odezwa przedwyborcza. Pisano Min. Spraw Wewnętrznych z 30.111 1913 L2073/M.I.
Z wybuchem wojny w r.19t4 powstają dwie orientacje wśród Polaków. Jedni; licząc na zwycięstwo państw centralnych uważają za korzystne dla Polski zwycięstwo ich, uważają pobicie Rosji aa podstawowy interes nasz, biorą w wojnie czynny udział, tworząc legiony. Druga strona uważa za sojusznika koalicje państw zachodnich. W.Cz. stoi na stanowisku tego drugiego kierunku. Angażuje się silnie, a stanowczo przeciwstawia się polityce Naczelnego Komitetu Narodowego.
W r. 1916 udaje mu się wyjechać do Szwajcarii gdzie jest uczestnikiem konferencji w Lozannie powołującej Polski Komitet w Paryżu.
List K. M, Morawskiego wspominający z 1915-16 w Szwajcarii.
Przeciwstawia się ostro zamiarowi powołania przez państwa centralne poboru rekruta w Królestwie.
List do Hilińskiego z dnia 15.III.1916.
W listopadzie 1916, zostaje mianowany przez; Radę Regencyjną komisarzem dla Galicji, z zadaniem objęcia rządów w tej dzielnicy w jej imieniu. Do Lwowa, gdzie miał teren przygotowany już nie dociera, z powodu oblegania go przez Ukraińców, zaś Kraków, opanowany politycznie przez aktywistów nie przyjmuje go. (Zaprzysiężenie gen. Roi) W międzyczasie Rada Regencyjna oddaje władzy w ręce Piłsudskiego.
Działalność swą skierowuje przede wszystkim na dostarczanie pomocy oblężonemu Lwowu, oraz usilnie dąży do uzyskania odsieczy wojskowej. Cyrkuluje pomiędzy Warszaw a oblężonym Lwowem, do którego wielokrotnie dociera.
Po opanowaniu Małopolski Wschodniej przez władze polskie, działa w pierwszym rzędzie jako prezes Towarzystwa Gospodarskiego, reorganizuje tę instytucję oraz rolnictwo po zniszczeniach wojennych.
Po odzyskaniu niepodległości wchodzi do senatu, jako członek stronnictwa Chrześcijańsko-Narodowego, r. 1922.1927. Po przekształceniu się stron. Narodowej Demokracji na stron. Narodowe, a rozwiązaniu się Str. Chrześcijańsko-Narodowego, wraz z innymi jego członkami wstępuje do Stron. Narodowego, rok 1928. Stale i konsekwentnie trzyma się kierunku swego stronnictwa stojąc w opozycji do polityki Piłsudskiego, a po jego śmierci do Sanacji. Należy do grupy osób prowadzących dziennik „Rzeczpospolita” a następnie „Warszawianka”, przewodniczący komitetu wykonawczego "Warszawianki, redagowanego przez prof. St. Strońskiego, ponosząc duże ofiary pieniężne na ich finansowanie. W prasie pojawiają się sporadyczne jego artykuły występujące przeciwko polityce sanacyjnej. Przed wyborami, odnośnie prawa małżeńskiego, w obronie autonomii uniwersytetów itp. Naraża się tam na represje ze strony władz sanacyjnych (urzędu podatkowego).
Sprawozdania sejmu galicyjskiego. Senatu Rzpl. - Rzepeccy "Sejm i Senat”. Łoza: .”Czy wiecie, kto to jest". Artykuły w prasie. - Korespondencja. Przemówienia.
Jako gorliwy i konsekwentny katolik bierze udział w działalności Akcji Katolickiej, jest w ścisłym kontakcie z episkopatem polskim. Należy do Sodalicji Mariańskiej.
W czasie okupacji niemieckiej pozostał mu jedynie skrawek majątku. Pozostaje w kontakcie z polskim podziemiem, lecz z powodu podeszłego wieku, nie rozwija szerszej działalności w tym kierunku. Dom jego staje się ostoją dla dziesiątek rodzin wysiedlonych, czy to z poznańskiego, czy też z Wołynia, oraz ukrywających się przed represjami okupanta.
Z żoną swą Jadwigą z hr. Dzieduszyckich miał dwie córki i dziewięciu synów. Córka Anna była przełożoną SS. Wizytek w Warszawie (powstanie Warszawskie). Z dziewięciu synów, trzech otrzymało święcenia kapłańskie, a sześciu osiadło na ziemi. W latach 1914 - 20 sześciu synów walczyło na froncie. W czasie ostatniej wojny czterech synów i trzech wnuków brało udział w kampanii na różnych frontach. Ojciec Michał Dominikanin zginął rozstrzelany w czasie powstania warszawskiego, a syn Roman zmarł na skutek choroby, której nabawił się w obozie jeńców.
Dnia 21 VIII 1939r. obchodzili Witoldowie ks. Czartoryscy złote gody, w Pełkiniach w otoczeniu dzieci, licznych wnuków, krewnych i przyjaciół.
Ogólna charakterystyka i List prof. St. Kasznicy. (w załączeniu)
Zmarł dnia 4.11.1945, w Makowie Podhalańskim u syna Stanisława tamtejszego proboszcza. Pochowany na cmentarzu makowskim, w ziemi ofiarowanej w XVII wieku przez Czartoryskich.
Portrety: Franciszek Horodyski, ok.1950, olej. Tow. Gosp. Lwów. Jadwiga Horodyska, 1943, pastel, u rodziny.
Dear Children and Grandchildren — Letter on Education (1941)
Dear Children and Grandchildren of Mine!
Some of you have for a long time desired this and urged me to write down my experiences and observations on matters of "education."
One of the main reasons I have hesitated to fulfill this wish is the conviction that one cannot and should not speak of his own methods of education. Above all, because every parent has in his own eyes conducted his actions correctly, and because he whose intentions were always honest and sincere cannot acknowledge that he made mistakes. It is much easier to convince ourselves that some evil came from the outside, from circumstances, from bad examples, from bad company, from the evil spirit of the times, or finally from the inclinations and faults which exist in each of us from birth - which we inherited from our ancestors.
However, there is something else: the belief that the methods which I sometimes applied may still serve some purpose - at least as a reference point or as materials for comparison with other methods employed by other parents and educators. I will therefore try to collect my observations, not to present them as general rules, but rather as a record of my personal experiences.
Let me start with the general principles:
1. The family is the basic cell of society. Above all, one must strive to strengthen this family community, its authority and its role in the education and upbringing of children. When the family is strong, then family members are united, help each other in sorrow and in joy, and create a proper moral and religious foundation for the education of their children.
2. Religion and morality must form the foundation of education. The source of morality is God and His eternal law. We must therefore convince children that the Christian faith is not merely a series of external practices and ceremonies, but a living force that must direct their entire life. The fundamental principle is: "Seek first the kingdom of God and His justice, and all these things will be given to you as well."
3. Education is not merely instruction, but the formation of character. The educator must not only inform the mind but also and especially form the will and shape the moral sentiments. Hard work and discipline are necessary for this. There is no true education without struggle, effort, and sacrifice.
4. Every child is an individual with his own character and inclinations. Education must therefore be adapted to the particular nature of each child. One method is not suitable for all. The educator must possess great patience and deep understanding of the human heart.
5. The example and personal conduct of the educator is more important than all words and lectures. Children absorb the spirit of their parents and teachers more through their actions than through their instructions. What we teach by our words, we must practice in our lives.
6. Education should instill in the young a love for work and the habit of work. Idleness is the source of many vices. Physical work, manual labor, and the development of practical skills are extremely valuable in the formation of character and the development of the human personality.
7. Education should create citizens and patriots who understand their duties toward God, toward their country, and toward their neighbors. It should awaken patriotic feelings and love for the homeland, but this patriotism should be reasonable, noble, and consistent with Christian principles.
The most important task is therefore to preserve and strengthen family unity and to base the entire educational system on Christian principles. In the family, children should learn to respect their parents and their elders. They should learn to obey, not from fear but from love and respect. Obedience is not an end in itself, but a means to develop character and to prepare the child for life in society where order and discipline are necessary.
From my experience, I must note that many modern parents do not insist enough on obedience. The freedom that is given to children without proper guidance often leads to their ruin. True freedom consists in following the good and resisting evil, not in doing whatever one desires.
Education should also instill the habit of telling the truth. A child who lies is not only acting contrary to morality but is also undermining the foundation of trust that must exist between parents and children. We must react firmly to any act of deception and help the child understand the gravity of lying.
Physical punishment should be used only in extreme cases. I believe that it is possible to educate well without resorting to it. The most effective punishments are often those of a moral nature - such as depriving the child of something he loves, or expressing disapproval and disappointment. The child who is loved by his parents will strive to please them and will fear disappointing them.
Another important matter is the choice of companions and friends. Parents must carefully observe with whom their children associate. Bad company can quickly corrupt even well-raised children. At the same time, we must help the young to develop friendships that are true and lasting, based on common values and mutual respect.
Education should develop both the intellectual abilities and the practical skills of the child. We must not neglect physical education and the development of healthy habits. A sound mind in a sound body is an ancient but still valid principle.
One must also pay attention to the education of the senses. Children must learn to resist the temptations that surround them. The cultivation of modesty, especially among girls, is extremely important. We must protect them from harmful influences and from the corruption of morals that is spreading in modern society.
I want to emphasize once more that education is the most important task that parents can undertake. The future of the family, the future of the nation, depends on it. What we invest in the education of our children will bear fruit not only in their own lives but also in the lives of their children and of generations to come.
At the end, I address myself to my children, daughters-in-law, and grandchildren with a heartfelt request and wish that you remember always, both in everyday gray life and in turbulent times of war, that the constituent, basic unit in society is not a loose individual, but a compact Christian family in its narrower, wider, and broadest understanding of the expression. The value of the family is established, however, not only by the register, but by the consciousness of maintaining and educating in every step both our descendants and the entire surrounding environment with the traditions of the virtues and merits of our ancestors and combating their vices and errors. Carry high the banner of persistent, prudent, and joyful work and sacrifice, and of active apostolate of love for the Fatherland, for learning, and for living Christian faith, for the glory of God and the health of Poland. Strive, my children and grandchildren, on this foundation earnestly to maintain and strengthen in our so numerous family - faithful and close friendship of paternal and brotherly love. Throughout my long life my endeavor has always been to introduce into family and public life the requirements of high qualifications, education, obligation, discipline, and strength, as well as absolute Catholic ethics. Although I therefore confess with humility the shortcomings in the execution of these intentions and desires, I transmit them to you with great emphasis as my spiritual legacy. Insofar as you will put it into practice, then on the basis of real merits, by God's grace, you can become useful and distinguished servants of the great cause, worthy of the deserved family whose name you have the honor to bear. And then you can be certain not only of the blessing of an unworthy father and grandfather who is leaving the field of active life ever more, but you will deserve the just judgment, mercy, and blessing of the Lord of Hosts Himself. In conclusion, I ask you, dear ones, for prayers for my soul and the soul of the very blessed memory of your mother and grandmother, who should always shine for you as an example and model of a wife and mother, of a Christian and a Pole.
Witold Czartoryski [his mark]
Drogie Dzieci i Wnuki moje!
Niektórzy z Was już od dawna życzyli sobie tego, i namawiali mnie abym spisał doświadczenia i uwagi moje w sprawach „wychowania”. Teraz po nieszczęściu które nas spotkało, po bolesnej stracie żony mojej a Waszej matki, babki najdroższej, najzasłużeńszej i najświętszej, do ponowienia tego żądania ktoś z Was dołączył w sposób gorący, natarczywy, a bardzo mi miły, prośbę, abym skreślił dla Was przeznaczony życiorys Matki, względnie baki Waszej, motywując za wszystkich razem, że bezpośrednio czy pośrednio, tyle Ona Wam dała skarbów moralnych, duchowych, i tyle wskazówek dla wychowania i prowadzenia dzieci oraz współżycia z Bliźnimi, że pragniecie więcej o Niej wiedzieć z czasów kiedy Jej jeszcze ocenić nie mogliście i dla tych wnuków, które mało albo w ogóle wcale Jej znać nie mogli. O ile mi życia starczy może się jeszcze wezmę do spisania luźnych uwag w sprawach wychowania, które mnie od dawna bardzo zajmowały i przejmowały. Na razie skreślę jedynie słów parę o ś. p. żonie mojej, bo wiem dobrze jak bardzo dużo zawdzięczacie Jej pod względem charakteru, dobrej czystej woli, obowiązkowości, polskości, głębokiej religijności i zrozumienia życia nadprzyrodzonego. Zamiar ten przedstawia dla mnie pewne trudności, ponieważ chciałem w tym szkicu o sobie nie pisać a choćby jak najmniej, lecz życie nasze było tak ściśle związane, że się to nie uda bez schematyzowania choć pobieżnie jak Matka rozumiała małżeństwo i jak się odnosiła do mnie, a ja do Niej. Ponieważ piszę to dla Was jedynie, nie będę się zbytnio krępował a postaram się być obiektywnym. Będę Ją nazywał Matką boć tu głównie o Was dzieci chodzi.
Matka Wasza Jadwiga z Dzieduszyckich Witoldowa Czartoryska ur. 2 marca 1867 r. zm. 12 lipca 1941 r.
Zacznę od króciutkiej charakterystyki Jej ojca, Jej matki i środowiska w którym się chowała i wzrosła. Włodzimierz Hr. Dzieduszycki nie był przeciętnym właścicielem majątku ziemskiego. Przejęty był zawsze tym, że właściciel bardzo znacznych obszarów, które posiadał w rożnych częściach Polski, winien obfitą dziesięcinę z dochodów swych włości, zdolności, i swej wytrwałej pracy zużywać na cele ogólne, cele ojczyste. Jego główne zamiłowania, zdolności, oraz iście mrówcza praca szły w kierunku przyrodniczym, a uwidoczniały się na zewnątrz najbardziej stworzeniem Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie, jedynej tego rodzaju prywatnej instytucji w Polsce, obejmujące działy: zoologiczny, botaniczny, mineralogiczny, z dodatkowymi zbiorami etnograficznymi oraz przemysłu domowego i ludowego. Zbiory te, umieszczone w osobnym dwupiętrowym gmachu, składają się z okazów pochodzenia wyłącznie z wszystkich ziem dawnej Polski bez względu na ówczesne zabory, stanowiły przeto silny łącznik w pojęciu Polski jako całości, tak dla zwiedzających, jak też dla świata naukowego. Zagraniczni zaś goście, amatorzy, ludzie nauki lub członkowie władz ówczesnych, oprowadzani z wielką uprzejmością a zdumieni wielkim znawstwem i opanowaniem przedmiotu przez właściciela, oglądali nolens volens okazy nie podzielone jako pochodzące „aus Galizien”, „prtoviz Posen” lub „russisch Polen” lecz ułożone na postawie systematyki rzeczowej, na podstawie narzucającej automatycznie jasne zrozumienie, że to są zbiory polskie, pochodzące z Polski, .ze opracowują je polscy uczeni bez względu na przynależność państwowa. Był to zarówno jeden ze względów dla których, poza umiłowaniem swego zawodu, każdy mąż nauki z odnośnego działu, tak przy wzbogacaniu zbiorów, jak w ich opracowywaniu, z całym oddaniem chętnie przyczyniali się do tego wielkiego dzieła ”con amore”. Odnosiło się to zarówno do licznych poważnych wydawnictw naukowych nakładem muzeum (czytaj właściciela) corocznie prawie wychodzących z pod prasy. Trwały ten kontakt sprawił, że dom państwa Włodzimierzów stale otwarty był nie tylko dla krewnych i znajomych, lecz także dla naukowców i wybitnych ludzi z każdej dziedziny życia umysłowego, którzy chętnie odwiedzali obszerny, gościnny dwór pieniacki i lwowski pałac przy ulicy Kurkowej. Pan Włodzimierz jak go wszyscy krótko nazywali, dbał zawsze i przestrzegał surowo, aby w jego domu panowały obyczaje pilskie, uczciwe, aby było wszystkiego suto, obficie, aby gościom było swobodnie i dogodnie, nie dopuszczał jednak do żadnych zakradających się do wielu domów, zewnętrznych zbytków stołu, stajni, liberii itp., jak mawiał fanaberii, nie licującym z ubóstwem naszego kraju. Wszystkie cztery przeto córki domu, były obyte i wychowane w otoczeniu ludzi wysokiego intelektu, który stale przenikał salony i całe życie pieniackiego i lwowskiego domu. Podczas posiedzeń sejmu galicyjskiego, szczególnie kiedy pan Włodzimierz był przez rok marszałkiem sejmu, wielu wybitniejszych posłów, również bywało często codziennymi gośćmi jadalni czy salonu państwa Włodzimierzów. Jej matka, pani Włodzimierzowa Alfonsyna z Hr. Miączyńskich również bardzo lubiła przyjmować u siebie „mądrych gości”, umiała podtrzymywać zajmujące, pouczające rozmowy, starała się dla córek o lekcje udzielane przez wybitnych profesorów, starała się o przebywanie w jej domu zacnych i wybitnych księży. Pyzatym, nierzadkie podróże (np. do Włoch) były zawsze z góry przygotowane i zorganizowane starannie, tak, aby zwiedzanie miast i dzieł sztuki odbywało się pod przewodnictwem wybitnych znawców. Przy tym wyksztalcenie w sprawach religijnych i wyrobienie „sensus catolicus” u córek były zawsze przedmiotem starań i troski i ich matki, mającej żywy i ruchliwy umysł, zrozumienie służby Bożej, i duże wymagania od otoczenia. Scharakteryzowałem pobieżnie rodziców Waszej Matki abyście mogli łatwiej zdać sobie sprawę w jakim środowisku i w jakiej atmosferze Wasza matka od dziecka chowała się pod względem wykształcenia umysłu i ducha. Wszystkie trzy jej starsze siostry: Klementyna Hr. Szembekowa Zygmuntowa, Anna Hr. Tadeuszowa Dzieduszycka i Maria Tadeuszowa Cieńska, były wzorem zacnych żon i matek. Po zamążpójściu starszych sióstr, dwie najmłodsze chowały się razem. Później, w najbliższych stosunkach żyła z siostra Anna , wysokich cnót białogłową. Jako panna jeszcze o ile tylko mogła Matka wasza przesiadywała w drogim Jej Niesłuchowie, Który to pobyt wśród prawdziwie wiejskiego życia, w środowisku zajęć rolniczych i przykładnego życia wśród i dla ludu wiejskiego, był jej zawsze najmilszym. Tam też nabrała zamiłowania do rolnictwa i twierdziła, że nie wyszła by za mąż nigdy za nie rolnika. Lubiła też bardzo konie, miała do nich oko i pamięć. We Lwowie dużo przebywając jednała sobie piękna, postawna, mądra panna o prostym podejściu i opanowanej wesołości, wielką sympatie jako „do tańca i do różańca”. Wielbicieli, którzy się oświadczyli o Jej rękę sam naliczyłem dwunastu. Pamiętam urządzony na Jej imieniny „kulig” we Lwowie, w którym panowie przebrani w stroje ludowe różnych stron Polski, rymami ułożonymi na nutę odnośnej okolicy składali Jej kolejno swe hołdy. Wszelkie tego rodzaju wyróżnienia nie zdołały jej bynajmniej zawrócić głowy. Zachowywała się wobec wszystkich z jednakową wstrzemięźliwą uprzejmością, starała się w towarzystwie o poważniejsze rozmowy i umiała zawsze kierować ich tematem trzymając rozmówców krótko. Mówiono o niej że wychowywała swoich danserów. A bardzo lubiła tańce, które wówczas miały inny niż dziś charakter. Stary mazur, galop np., lub płynny walc wymagały wygimnastykowanych wytrawnych mięśni, nadobnych ruchów w przeciwieństwie do dzisiejszych tańców wyłonionych z obskurnych kabaretów, gdzie pary wstrętnie do siebie przytulone kręcą się ledwie się poruszając jak muchy w smole. Dobrze tańczące pary przedstawiały w naszym mazurze widok dziarski, wesoły, dostojny i miły. Odpoczynkiem zaś były spokojne, ceremonialne kadryle, przy których zabawiano się rozmową. Nie chcę tu popaść w opisywanie dawnych obyczajów, chyba o tyle o ile one wpływać mogły jako cząstka środowiska, na wychowanie Waszej Matki. Jestem bowiem przekonany, że każde środowisko w którym panują obyczaje wprowadzone i utrzymywane, że wpływają na ukształtowanie się odpowiedniego typu młodzieży, odpowiednich przyzwyczajeń i zachowywania się w obcowaniu z ludźmi, są ważnym dodatkiem w ukształtowaniu się charakterów. Nie jedne dzisiejsze mody lub sposoby bycia wobec bliźnich, nie mają tej głębszej myśli, powstają często z bezmyślnej mody, z przypadku, chęci nie krepowania się chrześcijańskim obyczajem, a co gorzej lęgną się i wzorują na osobach i lokalach, których należy skrzętnie unikać. Stosunek Matki waszej do nauki, sztuki i historii cechowało wielkie zainteresowanie połączone z dobra pamięcią, zamiłowaniem dobra i piękna, znała i pamiętała zabytki, dzieła sztuki, kościoły, itp., jakie kiedykolwiek zwiedzała, szczególnie starała się zwiedzać, poznawać i pamiętać wszelkie tego rodzaju zabytki znajdujące się w Polsce. To samo odnosiło się do przyrody we wszystkich jej formach i objawach, od zoologii i botaniki począwszy do rolnictwa i leśnictwa, aż do charakterystyki pewnych dzielnic, okolic, gór, jak zarówno do etnografii, charakteru ludności w różnych stronach kraju zamieszkałej, oraz sprawami pamiątek religijnych, historycznych, publicznych i narodowych. Przejęta była głęboko naszymi wspólnymi dogmatami, że posiadanie ziemi i miłość do niej, zasadza się na tym, że rządy kawałkiem ziemi są rzeczywistymi rządami nad cząsteczką Ojczyzny, że ta ziemia jest nie tylko naszą żywicielką i źródłem dochodów, ale też wymaga poczucia odpowiedzialności i nakłada daleko idące obowiązki na władającym tym skrawkiem Polski. Uczucia i odnoszenie się do Pana Boga datują się z Jej czasów dziecinnych bez żadnego wahania i żadnych wątpliwości. Mam jednak wrażenie, że wzrastały i pogłębiały się coraz doskonałej głównie od wewnątrz, i z własnej inicjatywy dążenia do prawdy, z własnego starania o kształcenie się w tym kierunku, wielkiego wewnętrznego pragnienia nadprzyrodzonego życia, które jedna w najmniejszej mierze nie uszczuplało, przeciwnie przyczyniało się do równoczesnego dążenia i do dobrego i sumiennego spełniania obowiązków doczesnych, a więc wobec rodziców, sióstr, bliźnich a później męża, dzieci i obowiązków swego stanu. Znaliśmy się z późniejszą moją żoną od dziecka i lubiliśmy się bardzo. Nie dziw więc, że taką pannę kochałem całą mą istota, bez żadnych wahań, bez odchyleń, odkąd tylko siebie pamiętam, że byłem zdolny do zadawania sobie sprawy z tego rodzaju marzeń a później głębokich uczuć. Ukrywałem się z tym jak mogłem ze względu na mój wiek i nigdy przed nią nie zdradziłem się ani słówkiem, aby przez dziecinną nieopatrzność sprawy nie popsuć. Były to właściwie ciężkie dla mnie czasy i ciężkie starania aby całym życiem na nią sobie zasłużyć – mniej lub więcej udane lub nie udane. Nareszcie po skończeniu nauk akademickich uznałem że nadszedł czas. Oświadczyłem się. Matka Wasza sądziła, że tę sprawę „urządziły” obie rodziny, że mnie ku tej decyzji „namówiono” bez mojej inicjatywy. Widać, że do tej pory umiałem nie zdradzić się z moim gorącym uczuciem, co szczególnie było męka kiedy wiedziałem o konkurach współzawodników moich. Stanowczą z jej ust otrzymałem odpowiedź. Cios wydał mi się nie do zniesienia. Po dwóch dniach zażądałem od jej rodziców możności spotkania się w cztery oczy. Pozwolenie zostało udzielone. Usłyszałem ponowna odprawę jeszcze bardziej stanowczą, krótka , węzłowata. Na to podniesionym głosem powiedziałem: „Pani mówi nie, a ja mówię tak, kto więcej chce ten zwycięży, ja więcej chce niż pani nie chce, ja postawię na swoim. Żegnam panią na razie, ale ja powrócę”. Rozgniewała się bardzo, ja się ukłoniłem ceremonialnie, z daleka, wyszedłem i zamknąłem drzwi aby nie słyszeć dalszych jej słów. Po roku powróciłem, sytuacja była od pierwszej chwili gruntownie zmieniona na całej linii. Wzajemność była zupełna, najmilsza, najtrwalsza. Jaki wpływ na taką pannę, na nas oboje, wywarła przysięga przed ołtarzem dana sobie pod skrzydłami sakramentu łatwo sobie możecie wystawić. Uprzytomnijcie sobie, że złamanie tak zwanego „sowa honoru” danego w mało idealnych sprawach, nawet pożałowania godnych jak np., długów karcianych lub tp., w stosunkach towarzyskich „dyskwalifikuje” wyklucza obcowanie z tego rodzaju ludźmi. A jednak często w domach niby porządnych, katolickich, ludzi łamiących przysięgę opartą na sakramencie, daną w kościele, ludzi trwających w tym świętokradczym grzechu, przyjmują w swym domu, tuszują sprawę, przez co dzieci i młodzież wyrasta w fałszywym mniemaniu, że to są sprawy usunięte z pod krytyki i potępienia. Oczywiście, należy być w sądzie ostrożnym, nie wierzyć w byle plotkę i umieć rozróżniać trwanie w grzechu od szczerego wyrwania się z niego przez zupełną zmianę życia. Czysta prawda, oddana, uświęcona sakramentami świętymi dusza matki, od razu całym swym gorącym sercem weszła niepodzielnie do rodziny mojej, stała się Czartoryską, przejęła się wielkimi zaletami i zasługami moich rodziców, mojego domu rodzinnego, wszystkich dodatnich tradycji rodu, radując się wszelkimi objawami dodatnimi jego członków. Tak więc nadal po ślubie naszym wychowywała nas rodzina, jej tradycja i pamięć rodziców naszych. Pobożność Matki nie traciła nigdy bigoterią, starała się Ona zawsze tak sobie czas podzielić aby nabożeństwa czy modlitwy nie wchodziły w kolizję z obowiązkami doczesnymi. Dla męża, dzieci, musiał być zawsze czas kiedy im była potrzebną. Z wyjątkiem obowiązków bezwzględnych kościelnych, często obowiązek doczesny szedł przed mszą św., lub innym nabożeństwem nie obowiązującym. Przez całe długie lata bywałem bardzo zajęty nie tylko szczegółową administracją dóbr moich, mojej zony, a w dwóch wypadkach interesami małoletnich krewnych i różnymi sądami polubownymi, ale przede wszystkim sprawami publicznymi, że tylko zacytuje ważniejsze jak: długoletnie prezesostwo Galicyjskiego Tow. Gospodarskiego, prezesostwo Kół Ziemiańskich, Wyższych kursów Rolniczych, byłem pierwszym prezesem zarządu Tow. Przemysłu Cukrowniczego w Przeworsku, czasowo Tow. Leśnego, prezesem Zarządu Fundacji Kórnickiej, prezesem Rady Pow. Jarosławskiej, Banku Ziemskiego we Lwowie, Banku Rolniczego we Lwowie, różnych organizacji pochodnych Tow. Gosp. Dużo czasu i zresztą miłej pracy dało mi wprowadzenie w życie, wspólnie z bardzo dzielnymi i zasłużonymi współpracownikami „Organizacji Ogniska Wychowawczego” (nowej szkoły), którego program został wypracowany w Pełkiniach, z dużym współudziałem Matki, a którego przez cały czas jego istnienia byłem czynnym prezesem. Byłem posłem na Sejm Krajowy, prezesem ówczesnego klubu „Środka”, członkiem Izby Panów w Wiedniu, senatorem w wolnej Polsce, nie licząc różnych organizacji o mniejszym zakresie działania i mniej czasu zabierających jak np., przez czas jakiś prezesura Sodalicji Panów w Jarosławiu. Cytuję te moje prace zewnętrzne aby zaznaczyć, że z konieczności dużo musiałem przebywać poza domem, nieraz nawet przez czas dłuższy, bo żona zasadniczo przesiadywała bez wyjątku tam gdzie to było dla dzieci potrzebne, zresztą już samo niemowlęctwo dzieci, a było ich dwanaścioro, które prawie wszystkie sama wykarmiła, wymagały ciągłego przesiadywania przy nich. Wydawało by się, że takie życie nasze żądałoby zupełnego podziału prac między małżonkami, że żona mało wiedziała o moich pracach, a ja zmuszony byłem pozostawić Jej zupełną carte blanche w sprawie wychowania dzieci i całego kierunku prowadzenia domu. Słyszy się nieraz, nawet u stale ze sobą mieszkających małżonków, stawiana tezę, że winien być miedzy nimi zupełny podział pracy, powiadają oni: „ja nie wiem jak ona to postanowiła – to do niej należy, a tamto do mnie”. Naszym zaś dogmatem, np., w sprawie wychowania dzieci, ich kierunku religijnego, naukowego, doboru współpracowników wychowawców, nauczycielek czy nauczycieli było, że oboje rodzice w tak ważnej sprawie są odpowiedzialni przed Bogiem i dla żadnej przeszkody czy jej pozoru, nie wolno żadnemu z nich zrzekać się tej odpowiedzialności. W czasach najgorętszej mojej pracy na zewnątrz, za każdym moim powrotem, zastawałem przez żonę przygotowane, przemyślane referaty i projekty, po czym sumiennie zostawały przedyskutowane, korespondencja przedłożona, postanowienia powzięte i żonie do przeprowadzenia poruczone. Wykonanie ich zawsze (jeżeli się nie dało sprawy załatwić w szczegółach), to w odnośnym duchu z wielkim przejęciem przeprowadzała. Miała nieraz, szczególnie w czasie wojny światowej, ważne decyzje samodzielnie do powzięcia i wykonania, których sam nie mógłbym był inaczej lub lepiej załatwić, gdyż przez wspólne omawianie podstaw życiowych, przez całe lata mieliśmy w każdej sprawie ustalone zasadnicze zapatrywania. Byliśmy od początku naszego pożycia oboje tego samego zdania, że każdym zespole organizacji ludzkich, przy równej ilości głosów za i przeciw, musi ktoś mieć prawo deprymowania. Ponieważ w organizacji małżeńskiej jest tylko dwoje głosujących, więc Matka była zdania, że mąż powinien mieć te prerogatywy, które miewa przewodniczący w zebraniu w razie równości głosów. Oczywiście z przesłanka, że nie chodzi o sprawy sprzeczne z etyka chrześcijańską, gdyż wtedy jest tylko jedno prawo. O takich też nieszczęśliwych sytuacjach nie mówię, bo ich nigdy miedzy nami nie było. Często w czasach bardzo trudnych, wojennych, Matka bywała z dziećmi sama jedna przez czas dłuższy, kiedy z troską o swoich najbliższych, najdroższych, uważaliśmy oboje, że ja mam bezwzględne obowiązki wyjazdów do Lwowa, Krakowa, Warszawy, lub Wiednia, a wtedy mnie nigdy nie namawiała czy prosiła o zaniechanie podróży chociaż położenie bywało groźne. Wówczas dopiero okazywał się jej duch rycerski, stanowczość decyzji, jasność umysłu i męska powaga polki. A o takich chwilach skromnie powiadała: „To nie ja, to Duch Święty mnie oświecał”. W takich chwilach decydowała bez wahania, każdy szedł do niej jak wyrocznię, wszystkim podnosiła ducha a Pan Bóg pozwolił Jej zawsze wybrać drogę najlepszą i wybrnąć z toni. Skoro się tylko zjawiałem w miejscu pobytu rodziny, czy w domu czy podczas emigracji wojennej, w Krakowie lub na obczyźnie w Wiedniu, od razu była na dawnym stanowisku. Jako najmędrsza, najdroższa, skromna pomocnica męża, której rady były tak trafne, jakich bym nigdy wymyśleć nie potrafił. Wyjątkowo bywały wypadki, w których po głębokim namyśle i rozwadze decydowałem wbrew Jej zdaniu. Zawsze wtenczas ustępowała z łagodną uległością. Nigdy to jednak nie były powtarzam sprawy natury zasadniczej czy etycznej. W tego rodzaju zagadnieniach nigdy nasze zdania nie były rozbieżne. Miała Matka to szczęśliwe usposobienie, czy też wyrobienie, że nie ulegała żadnym tak zwanym zachciankom i przyjemnościom osobistym, radowały Ją bardzo wspólne przyjemności z mężem i dziećmi. Lubiła wspólne objazdy majątków, wszystko Ją przy tym zajmowało i cieszyło. Miłe Jej tez były podróże ze mną lub z dziećmi, przy czym przetrzymywała nas wszystkich w mądrym zwiedzaniu ciekawości, była w tym niezmordowana, bystra w obserwacji i korzystaniu wielostronnym z podróży. Nie często jednak nam się taka gratka udawała, przeważnie tylko o tyle o ile wyjazd był jakimś powodem uzasadniony, każdy jednak był przemiły i użyteczny. Podróż poślubną, paromiesięczną, podjęliśmy w celu przestudiowania przeze mnie rolnictwa w Holandii, Belgii, Francji, Szwajcarii i północnych Włoszech. Oczywiście po drodze zwiedzaliśmy zarówno pilnie inne ciekawości ogólnej natury. W sprawach rolniczych Matka okazywała też duże zainteresowanie, które jej później dozwalało pomagać mi w moich pracach. W ogóle starała się przez całe życie nigdy nie przeszkadzając być na ocurrent, interesować się moimi zajęciami, co było mi bardzo miłym i ułatwiało obcowanie z ludźmi nauki, pracy i polityki pod względem towarzyskim, a więc zbliżenia się do osób, a którymi współpracowałem. Nawet rozmaite odludki unikające spotykania się z niewiastami z „towarzystwa” raczyli uznawać Jej obecność – imponowało im, że ma o naszych pracach wyrobione zdanie i zna głębszy cel dla którego się takiej pracy podejmowałem. W tym właśnie była mi wielką podporą, pomocą i podnietą w chwilach zniechęcenia i lenistwa. Tak być powinno, żona zacna i miłująca męża powinna znać założenia zasadnicze, najgłębsze, które sobie mąż w życiu postawił za zadanie, nie zaś nudzić go i naganiać w drobnostkach nieistotnych. W zwalczaniu jego codziennych wad musi mu być pomocą i podporą przez punktualność, ład i porządek własny, myślenie za niego i o nim. Znając wady męża tak jak mąż żony, winni oboje o jednych i drugich otwarcie ze sobą mówić tak jak o nich myślą i radzić wspólnie, jakoby we dwoje wady drugiego usuwać, jak się w nich poprawiać. Tylko zupełna szczerość tworzy to bezwzględne zaufanie między małżeństwem, a zupełne zaufanie jedynie daje naprawdę szczęśliwe pożycie. Moim celem rzeczywistym na tym Świecie, dotychczas tego nikomu w tak stanowczy sposób nie oświadczyłem prócz żonie, było dążenie do sprawiedliwości, do wprowadzenia wszędzie gdzie brałem udział w zrzeszeniach ludzkich, w życiu publicznym, etyki katolickiej, a jako środek wykonania bezkompromisowa wierność swoim własnym przekonaniom. Znacie dobrze te moje zasady, ale nie wiecie może dość wyraźnie, że wszystkie moje zajęcia, prace, i dążności do szczegółów w sprawach tego świata miały te dwie tezy za podstawę od pół wieku przeszło. Zasady te Matka Wasza uznała za swoje, zrozumiała, pokochała, ale też uświęciła, choćby przez to samo, że zawsze stała na stanowisku tak wysokim wyrobienia wewnętrznego, uduchowienia i życia nadprzyrodzonego, że ja Jej z tej wartości ani do kolan nie dorosłem. Tym bardziej zrozumieć potraficie jaką miałem podporę, pomoc, pomoc uświęcającą, która mogła moim często bardzo marnym wysiłkom i staraniom dodać siły i kości pacierzowej. Mam uczucie że teraz „Samsonowi ucięto włosy”. Siłą Matki w stosunku do dzieci, z ludźmi w ogóle, była niesłychana prostota, prawda, miłość, szczerość i życzliwość dla ludzi. Nigdy nie spostrzegłem aby chciała, nawet w najzbożniejszej sprawie, w najlżejszej nawet mierze iść droga okrężną uważaną nieraz za praktyczną, mówiła ludziom zawsze to co uważała za swój obowiązek. Chociaż była bardzo uprzejmą, gościnną, to jednak gdy chodziło o czystość gniazda rodzinnego, widywałem ją gromiącą, lub nie przepuszczającą przez próg domu naszego osoby złego prowadzenia się. Niektórzy uważali to za nietakt, za brak gościnności. Na to spotykali się z odpowiedzią, że sam pan Jezus gromił faryzeuszów, a przekupniów zwojem sznurów osobiście wypędził z przedsionka świątyni. Cytującym zaś dobro Chrystusa dla żałującej jawnogrzesznicy odpowiadała, że zdarzało Jej się tego rodzaju osobę odwiedzić, starała się ją podnieść ze zwątpienia, leczyć duchowo tak, jak można leczyć chorego na zaraźliwą chorobę, ale tego niebezpiecznie chorego do gniazda swojego wprowadzać nie wolno. Cytuję powyższe wypadki aby przypomnieć, że wiara matki nie była bierna, nie zasadzała się jedynie na kontemplacji i modlitwie, chociaż modlitwa i głębokie przejęcie się życiem nadprzyrodzonym dawała Jej niezwykły hart i siłę moralną. Uważała bowiem że żona, Matka, pani domu bez pilnego i sprawnego spełniania obowiązków tego świata z radością i z pogodą aż do najmniejszych szczegółów nie może osiągnąć królestwa Bożego. Mając na głowie wychowanie dzieci i prowadzenie domu nie mogła sobie pozwolić na intensywne zajmowanie się sprawami ogólnej natury. Jednakowoż zawsze znajdowała dość czasu na opiekowanie się pięcioma ochronkami z których cztery założone zostały jeszcze przez moich rodziców w majątku Pełkińskim, kościołami, oraz całą sprawą potrzebujących wśród ludności okolicznej. Mieszkając zaś czas dłuższy we Lwowie dla kształcenia dorastających synów, była zawsze czynna w Tow. Św. Wincentego, i innych towarzystwach oraz między Dziećmi Maryji. W Jarosławiu zaś była prezeską i duszą Kongregacji Pań, która się bardzo rozwinęła i rozdzieliła na trzy ugrupowania w powiecie. Z Jej inicjatywą urządziliśmy w domu obszerną kaplicę w której stały ksiądz kapelan jest jakoby expozyturą parafii jarosławskiej odległej o 5.5 km. Mamy przeto w domu do dziś dnia mszę św. codzienną. Schodzą się tam mężczyźni, kobiety i dziewczęta, na związki różańcowe, a przed wojną schodzili się na zebrania akcji katolickiej. Od najmłodszych lat dzieci naszych, odmawiało się wspólnie z nimi pacierz wieczorny przy którym Matka wprowadzała modlitwę o powołania kapłańskie i duchowne, z dobrym jak wiecie skutkiem w rodzinie najbliższej. W ostatnich latach szczególnie zajmowała się ważnością roli kobiety w rodzinie; jak bardzo często żona, matka, nawet pełna dobrej woli jest odległa od tego, aby była ofiarnym i twórczym sercem rodziny. Pragnąc przeto kobietom dobrej woli ułatwić doskonalenie się w ty kierunku, podjęła się pracy zestawienia wszystkich tekstów pisma świętego opiewających o kobiecie. Żmudna ta pracę ukończyła w ostatnich tygodniach swego życia. Czeka ona już tylko ostatecznego uporządkowania i wydania drukiem. Złożona jest w ręce godne. Które w ostatnich czasach pomagały Jej w urzeczywistnieniu tego dzieła. Jak wielki wpływ i uznanie miała u osób, które się kiedykolwiek o nią otarły, mam teraz dowody przez liczne listy rozpisujące o tym, a dwie przezacne osoby wprost mi donoszą, że wpływ Matki sprawił epokę w ich życiu religijnym, a szczególnie pod względem zrozumienia odnoszenia się do życia nadprzyrodzonego. Matka była też tercjanką zakonu dominikańskiego. W związku z tym, choć i poprzednio bez tego, uprawiała cnotę osobistego ubóstwa, co na zewnątrz nie było wiadome ani rażące. Osobiste Jej wydatki były śmiesznie małe, cały swój posag włączyła do wspólności majątkowej, względnie oddała w rodzinnej kombinacji synom, a jeśli na jakiś konieczny wydatek potrzebowała kilku złotych to mnie o nie prosiła i za nie dziękowała, pomimo że pragnąłem zawsze udzielić Jej większe sumki do własnej dyspozycji; stanowczo odmawiała tego. Przy tym była bardzo gościnna, rada była gościom. Była zawsze niesłychanie pogodna, zrównoważona, wesołego temperamentu i bardzo życzliwa dla wszystkich z kim obcowała. Nerwy swoje trzymała zawsze w ryzach. Była zdania, że tłumaczenie przykrego temperamentu przyrodzoną wrażliwością nerwów, bywa w przeważnej mierze pretekstem do niedostatecznego opanowania ich siłą woli. Chociaż umiała w sprawach zasadniczych być wymagającą i stanowczą to z zależnymi od siebie potrafiła zawsze nawiązać stosunek dobry, miły, robiąc sobie z nich szczerych oddanych przyjaciół i przyjaciółki. Tym bardziej stosunek Jej do własnych dzieci był niezrównany. Nie tolerując nawet u najmłodszych dzieci nieposłuszeństwa, a nie dając częstych, jak to bywa nieopatrznych rozkazów, umiała sobie wyrobić rzadko spotykane, nawet wobec matek, nieograniczone zaufanie do swych życzeń, rozkazów, i wymagań, do tego stopnia, ze najmniejsze już dzieci a później dorastające, ze wszystkimi swoimi troskami, wątpliwościami, trudnościami i radościami, czuły potrzebę udawania się do Matki po pociechę i poradę, sprostowanie, lub uznanie. Ta jej umiejętność i zdolność starannie, troskliwie podtrzymywana i ciągle świadomie doskonalona sprawiła, że wszystkie dzieci do pełnoletności i aż do końca Jej życia, ubóstwiały ją i garnęły się do jej rady, serca i rozumu. Ta wielka Jej pogoda, życzliwość, bezstronność i prawdziwa miłość do otoczenia, była tez żyzną glebą dla rozwoju tego środowiska, tej atmosfery domu. O których twierdzę, ze jest jedna z najgłówniejszych podstaw wychowania najmłodszego pokolenia na prawdziwych chrześcijan, z wiara w Polskę w DOBRĄ POLSKĘ. Używam tych słów ostatnich, nie zapomnianych dla mnie, mojej ś.p., siostry umierającej: „A teraz módlcie się aby Polska była dobra”. Zastanówcie się nad głębia tego życzenia wypowiedzianego przez ciężko cierpiącą, z panem bogiem pojednana, zasłużona, konającą Polkę. Najważniejszą, najlepsza, najwyższą, najświętszą nasza sprawą, naszym pragnieniem, naszym ukochaniem, naszym dążeniem przede wszystkim innym, na tym świecie, ma być DOBRA POLSKA. Jak do tego dojść? Jak to osiągnąć można? Przez oddanie Ojczyzny prawom Bożym! W jaki sposób? Jakimi będą Polacy, jaka będzie ich większość, jakie ich zrzeszenia, taką będzie Polska. Zrzeszenia Polaków z pojedynczych jednostek złożone tworzą Polskę, trudnym są problemem chcąc ich doprowadzić do wspólnych celów i dążeń. Pamiętajcie dzieci i wnuki kochane o trafnej przypowieści o ojcu, który umierając podał swym siedmiu synom po jednym pręcie do przełamania, który z łatwością skruszyli. Związanych zaś razem podobnych prętów, żaden przełamać nie potrafił. Mam żyjących synów i wnuków 45. Czterdziestu pięciu prętów związanych silnie stalowym drutem, łącznych ideałów Bożych i ojczystych któż przełamie o ile tego drutu strzec i pilnować będziecie jak oka w głowie. Luźne zaś jednostki równać można do ziarnek piasku suchego na wydmach nieustalonych, którymi wiatr się bawi. Te ziarna zaś połączone przez długie wieki, przez prawa przyrody w twardy kamień, w opokę, opierają się wszelkim wichrom i burzom. Takiej opoki utworzonej z materiału ludzkiego, nie stworzył prawodawca, polityk, ekonomista, ani uczony filozof; takim zrzeszeniem ludzkim podstawowym, najniższym, ale też najważniejszym fundamentem organizacji ludzkiej jest rodzina chrześcijańska. Ona jest przyrodzoną jednostką Bożą, która rozszerzając się tworzy i utrzymuje dobra tradycję w zasłużonych rodach wszystkich warstw społecznych, przenosi się i promieniuje coraz dalej na pojęcie szerszych kół, które są tą wielka rodziną – Narodem. Ponieważ człowiek składa się z ciała i duszy na nic się nie zda skupienie polegające jedynie na podstawach rodowodowych. Było by to zrzeszenie przeważnie formalne i materialne. Rodzina w najciaśniejszym i najszerszym tego słowa znaczeniu ma się składać z „metryki i z ducha”. Bez tych dwóch czynników niema rodziny jaką mam na myśli. Nie ma jednak wielkiego dzieła na tym świecie bez ciągłej pracy celowej, codziennej, z przekonania, z świętym zapałem podjętej. Tu dopiero dochodzimy do obowiązków jednostek pojedynczych. Od dziecka już powinien każdy członek rodziny znać, kochać ją, dla jej zwarcia i wspólnych ideałów, świadomie i ofiarnie pracować wedle swojego wieku i zdolności. Gdy się do takiej doskonałości, choć w skromnej mierze, pojedynczy członkowie zbliżą i w tym dążeniu wytrwają zwalczając swój indywidualny egoizm, to wszystko inne dla nich zblednie a jasny i potężny sztandar Wielkiej Rodziny, z miłością i władczo roztoczy się nad ludźmi dobrej woli. Oddanie przeto Ojczyzny we władanie prawom Bożym, polegać będzie w pierwszym rzędzie na dzierżeniu w mocnej, czynnej, uświęconej dłoni, ideału zwartej, opartej na opoce Bożej Rodziny Polskiej. Tego od Was żądam i o to proszę serdecznie Was dzieci, synowie i wnuki moje. Jest to prośba starego, bardzo zbolałego waszego ojca, dziadka, w imieniu swoim i Tej, która nam już teraz błogosławi ze świetlanej wysokości tronu Bożego. Napisałem po śmierci żony w sierpniu roku 1941
Final Testament Passage — Pęłkinie, January 15, 1944
Final passage of the testament of Witold, Prince Czartoryski. Dated Pełkinie, January 15, 1944.
Finally, I address myself to my children, daughters-in-law, and grandchildren with heartfelt request and wish that you remember always, both in the gray everyday life and also in turbulent times of war, that the constituent, basic unit in societies is not a loose individual, but a compact Christian family in its narrower, wider, and broadest understanding of the expression. However, the value of the family is established not only by the record, but by the consciousness of maintaining and educating at every step both your own descendants and the entire surrounding community with the traditions of the virtues and merits of your ancestors and of combating their vices and errors. Carry high the banner of persistent, prudent, and joyful work and sacrifice, and of active apostolate of love for the Fatherland, of learning, and of living Christian faith, for the glory of God and the health of Poland. Strive, children and grandchildren of mine, on this foundation earnestly to maintain and strengthen in our so numerous family - faithful and close friendship of paternal and brotherly love. Throughout my long life's endeavor it has always been my striving to introduce into family and public life the requirements of high qualifications, education, obligation, discipline, and strength, as well as uncompromising Catholic ethics. Although therefore I confess with humility my shortcomings in the execution of these intentions and desires, I transmit them to you with great emphasis as my spiritual legacy. Insofar as it will be put into practice by you, then on the basis of real merits you can become, by God's grace, useful and distinguished servants of the great cause, worthy of the deserved family whose name you have the honor to bear. And then you can be certain not only of the blessing of an unworthy father and grandfather who is leaving the field of active life ever more, but you will deserve the just judgment, always mercy, and blessing of the Lord of Hosts Himself. In conclusion, I ask you, dear ones, for prayers for my soul and the soul of the very blessed memory of your mother and grandmother, who should always shine for you as an example and model of a wife and mother, a Christian and a Pole.
Witold Czartoryski [his mark]
Końcowy ustęp testamentu Witołda księcia Czartoryskiego. Datowany Pełkinie, dnia 15 stycznia 1944r.
W końcu odzywam się do dzieci, synowych i wnuków moich z gorącą prośbą i życzeniem, abyście tak w codziennym życiu szarym, jako tez w wzburzonych czasach wojennych pamiętali zawsze, że składowa, podstawowa, jednostką w społeczeństwach, nie jest luźny osobnik, lecz zwarta rodzina chrześcijańska w ciaśniejszym, szerszym i najszerszym zrozumieniu tego wyrażenia. O wartości rodziny stanowi jednak nie tylko metryka, lecz świadomość utrzymywania i wychowania na każdym kroku i swych potomków i całego otoczenia tradycji zalet i zasług swych przodków i zwalczania ich wad i błędów. Nieście wysoko sztandar wytrwałej, roztropnej a radosnej pracy i ofiary, oraz czynnego apostolstwa miłości Ojczyzny, nauki, i żywej wiary chrystusowej, dla chwały bożej i zdrowia Polski. Starajcie się dzieci i wnuki moje na tej podstawie usilnie o utrzymanie i umocnienie w naszej tak licznej rodzinie, - wiernej i bliskiej przyjaźni miłości ojcowskiej i braterskiej. Przez cale życiowe długie dążeniem moim było zawsze wprowadzenie w życie rodzinne i publiczne wymagań wysokich kwalifikacji, wykształcenia, obowiązkowości, dyscypliny, i hartu oraz bezwzględnej etyki katolickiej. Pomimo wiec, ze wyznaje z pokora niedociągnięcia w wykonaniu tych moich zamierzeń i pragnień, umiłowanych z wielkim naciskiem przekazuję wam, jako swa spuściznę duchowa. – O ile ona będzie przez was w czyn wprowadzana, to na podstawie zasług rzeczywistych możecie się stać za łaską bożą, pożytecznymi i wybitnymi sługami wielkiej sprawy, godnymi zasłużonego rodu, którego nazwisko macie zaszczyt nosić. A wtedy możecie być pewni, nie tylko błogosławieństwa niegodnego ojca i dziadka, który schodzi coraz bardziej z pola życia czynnego, ale zasłużycie sobie na sprawiedliwy zawsze sąd, miłosierdzie i błogosławieństwo samego Pana zastępów. Kończąc proszę was drogich o modlitwy za moja dusz i dusze bardzo świętej pamięci matki i babki waszej, która Wan zawsze niech świeci przykładem i wzorem zony i matki, chrześcijanki i Polki. Witołd Czartoryski mp
Golden Wedding Speech — by Piotr Czartoryski (1939)
Speech by Piotr Czartoryski during the celebration of the Golden Wedding Anniversary of his parents on August 21, 1939
There are three mighty motors in man: Reason, Will, and Feeling. These are for the human soul like three spirited horses harnessed together in one swift carriage, which with reins in hand, one drives through difficult and often arduous roads. Training spirited horses is an art no light matter. Having three horses before one, each with complex faults, vices and virtues, the highest art is to harmonize them into one whole, to bring them into equilibrium. The balance of reason, will and feeling constitutes the fullness of life. The fullness of life is harmony, a proportionate relationship of all human gifts, both innate and transcendent, which leads us to God, whose highest definition is: Love, Truth, Good, and Beauty. Men of true equilibrium radiate these reflections onto others.
What gives this celebration its profound significance? It is that You, our Parents, through fifty years of shared journey, have harmonized your noble steeds into one mighty, unified chariot, conscious of its purpose, duty and goal. You have achieved the equilibrium of life's fullness. The coordination of inner and intellectual life with material life, wisdom with humility, peace with serenity, energy with compassion, you created for us a model of Catholic life in the fullest sense of our age—not a faith confined within the cage of one's own soul, but you gave us a model of lay apostleship, broad civic courage, and the shaping of opinion through bold proclamation of principles openly put into action. Through this Balance, you gave us a model of disinterested and self-sacrificing patriotism, of social order and legality, instilling these ideals into Polish life through your deeds. The culmination of this equilibrium is the family you created, in which you provided an example of absolute, harmonious unity between husband and wife.
Observing the chaos of social relations and leaden clouds hanging over the coexistence of nations, one might superficially conclude that the work and labors of your apostleship and of men of your caliber bear no fruit, since today one can scarcely discern social order, legality and peace—those manifestations of equilibrium for which you have apostolized. Yet let us remember that you and your close comrades-in-arms for Polish freedom have created this wondrous privilege for six sons: that with the Polish eagle on their breasts and saber in hand, they might carve out a lasting independent existence for Poland. To whom do we young men owe this honor of wearing the uniform of a Polish officer? To you, our Parents, and to those like you who fought for Poland's independence. The first part of your lives yielded that most magnificent fruit, which your own parents were not given to see—it gave us an independent Polish state. Look further into the future, at the young generation entering the sphere of influence on the course of social and political affairs. Academics, young intellectuals, graduates of military schools, crosses in university halls, closed retreats, the standards of the Order of the Cross and Sword, social weeks, the organization of commerce in Polish hands, and so forth—all these manifestations are your work and, in spirit, work and apostleship of colleagues equal to you in their quiet or known labors toward realizing the Polish motto: "Pax Christi in regno Christi." Through your ideas and deeds, we move toward a better tomorrow.
Dearest Parents! On this day of joyful family celebration, it is most difficult for me to speak about my Parents, because there surges into my mind and heart such a tide of emotions that it is truly difficult to fully express the depth of my love, gratitude and attachment toward you for all that you have given us, all you have instilled in us and all you have created for us. For fifty-nine years you have worked for us with heart, soul and body. Through the depth of your conversations, the subtlety of your feelings and the uncompromising temper of your will, you have shaped our lives. You denied yourselves the smallest pleasures to ensure that we all enjoyed a sufficient material existence. From childhood you instilled in us religious life, service to Poland, and the obligations of our station through both intellectual and physical training, through moral vigor. Every word I speak will pale before fifty-nine years of your deeds. Perhaps the best expression of our feelings toward you, our Parents, will be this: with joy I can assure you that we all, your children and grandchildren, will continue with your help, under the family standard—crimson with mutual love for that for which we fight, and green with hope for victory—to fight for the common ideals that you have poured completely into our minds and hearts.
Seated with us today, besides our immediate family, are numerous relatives and friends of this house. Beloved and distinguished guests! Your presence has proven the reciprocal affection, friendship, respect and attachment with which our Parents hold you. Beloved friends of our Parents! Through your many years of collaboration, community of purpose and friendship with our Parents, you have earned the deepest respect and affection in our hearts. I earnestly ask you, therefore, to remember that whoever fights for the same ideals, whoever held our Parents dear in friendship and respect—will always find in our hearts and homes complete community of purpose, friendship and respect. May we only prove ourselves worthy of reciprocity.
Dearest Parents! From this profound feeling of objective esteem and most fervent and faithful love and attachment flows the essence of the countless wishes that press upon our lips.
May you live to see your diamond wedding in happiness, health and peace, so that we may then gather at that joyful table in your company and among our friends, at a celebration that will be a triumph of the realization of the labors and aspirations of our life.
Przemówienie Piotra Czartoryskiego w czasie uroczystości Złotego Wesela Rodziców dnia 21 sierpnia 1939 r.
Są trzy potężne motory w człowieku: Rozum, Wola, Uczucie. Są to dla duszy ludzkiej te trzy krwiste rumaki sprzężone w jeden chyży zaprzęg, którym z wodzami w dłoni, przejeżdża się przez trudne, nieraz ciężkie drogi. - Ujeżdżanie koni krwistych to sztuka nie lada. - Mając trzy konie w licu, każdego o złożonych przywarach, wybrykach i zaletach, najwyższą jest sztuką, zgrać je w jedną całość, doprowadzić do równowagi. - Równowaga rozumu, woli i uczucia to pełnia życia. Pełnia życia zaś, to harmonia, stosunek równoznaczny wszystkich darów ludzkich, przyrodzonych i nadprzyrodzonych, doprowadza nas do Boga, którego określeniem najwyższy jest; Miłość, Prawda, Dobro. Piękno. Tymi refleksami ludzie prawdziwej równowagi, promieniują na innych. Co stwarza głębie dzisiejszej uroczystości? - To, że Wy Rodzice przez 50 lat wspólnej podróży, zgraliście swe szlachetne rumaki w jeden potężny, bo wspólny rydwan, świadomy swego przeznaczenia, obowiązku i celu. - Osiągnęliście te równowagę pełni życia. - Koordynacja życia wewnętrznego i intelektualnego z życiem materialnym, mądrością a pokorą, spokojem a pogodą, energią a wyrozumiałością, stworzyliście nam wzór życia katolickiego w najpełniejszym znaczeniu dzisiejszej doby, to jest. nie religijności zamkniętej w klatce własnej duszy,, lecz daliście wzór apostolstwa świeckiego, szerokiej odwagi cywilnej i urabiania opinii śmiałym głoszeniem zasad jawnie w czyn wprowadzonych . -- Dzięki tej Równowadze daliście nam wzór życia bezinteresownego i ofiarnego patriotyzmu, ładu społecznego i praworządności, czynem wszczepiając te hasła w życie polskie. Wykwitem wreszcie tej równowagi jest przez Was stworzona nasza Rodzina, w której daliście wzór tej bezwzględnej, harmonijnej jedności męża i żony. Patrząc na chaos stosunków społecznych i ołowiane chmury zawisłe nad współżyciem, narodów, pozornie można by wnioskować, że praca i trudy apostolstwa Waszego i ludzi Waszego pokroju owocu nie dają, gdyż z trudem dopatrzyć się można dziś ładu społecznego, praworządności i pokoju, tych apostołowanych przez Was przejawów równowagi. Pamiętajmy jednak, że Wy i Warn bliscy bojownicy o wolność Polski, stworzyliście ten cudowny zaszczyt dla sześciu synów, aby z orłem polskim na czole, a szablą w dłoni wyrąbywać trwały byt niepodległej Polsce. Komuż my młodzi zawdzięczamy ten honor noszenia munduru oficera polskiego? Wam Rodzice oraz Wam podobnym bojownikom o wodność. Praca pierwszej części Waszego życia wydała ten najwspanialszy owoc, którego nie było Danem oglądać Waszym Rodzicom, - dała nam byt, niezależny Polski. Spojrzyjcie dalej w przyszłość, w młode pokolenie wstępujące w sferę wpływów na bieg stosunków społecznych i politycznych. Akademicy, młoda inteligencja, wychowankowie szkól oficerskich, krzyże w aulach uniwersyteckich, rekolekcje zamknięte, hasła Zakonu Krzyża i Miecza, tygodnie społeczne, organizacja handlu w polskich rekach itd., itd. – Te wszystkie przejawy to Wasze dzieło i Wam duchem i praca i apostolstwem równych cichych lub znanych współpracowników o urzeczywistnienie dla Polski dewizy: „Pax Christi in regno Christi”. Dzięki Waszym ideom i czynom idziemy w lepsze jutro. Kochani Rodzice! W dniu radosnej uroczystości rodzinnej najtrudniej mi cos o Rodzicach mówić, gdyż Cisnie się do umysłu i serca taki nawał, ze wprost trudno wykazać pełnie uczuć miłości i wdzięczności i przywiązania wobec Was rodzice, za to wszystko coście nam dali, w nas wyrobili i dla nas stworzyli. Całych 59 lat pracowaliście dla nas sercem, dusza i ciałem, głębia Waszych rozmów, subtelnością uczuć i hartem bezkompromisowym swojej woli. Odmawialiście sobie najmniejszych przyjemności dla zaspokojenia nam wszystkim dostatniego bytu materialnego. Od dzieciństwa wszczepialiście w nas życie religijne, służbę dla Polski i obowiązki swego stanu przez zaprawę umysłowa i fizyczną, przez tężyznę moralną. Bladym będzie każde moje słowo wobec 590cio letniego Waszego czynu. Może najlepsza wymowa naszego stosunku do Was Rodzice, będzie to, że z radością mogę Was zapewnić, że my wszyscy, wasze dzieci i wnuki, nadal z Wasza pomocą, pod rodzinnym proporcem, czerwonym wzajemną miłością do tego za czym się walczy, a zielonym nadzieją w zwycięstwo, walczyć będziemy o wspólne ideały, któreście bez reszty wlali w umysły nasze i serca. Zasiada z nami dzisiaj oprócz najbliższej Rodziny grono krewnych i przyjaciół tego domu. - Kochani a dostojni goście! Przybyciem Waszym dowiedliście wzajemności uczuć i przyjaźni, szacunku i przywiązania, jakimi Was darzą Rodzice. – Kochani przyjaciele Rodziców naszych! - Za Wasza wieloletnią współprace, wspólnotę dążeń, i przyjaźń do Rodziców zaskarbiliście sobie i w naszych sercach najgłębsza cześć i przywiązanie. Gorąco, więc proszę, abyście pamiętali, że kto współwalczy o jedne ideały, kto darzył Przyjaźnia i szacunkiem Rodziców naszych – w naszych sercach i domach znajdzie zawsze pełnie wspólnoty dążeń przyjaźni i szacunku. – Obyśmy tylko zasługiwali na wzajemność. Rodzice najdrożsi! Z tego naszego najgłębszego uczucia obiektywnej czci i najżarliwszej a wiernej miłości i przywiązania wynika sedno tłoczących się na wargi bezlicznych życzeń. Doczekajcie się w szczęściu i zdrowiu i pogodzie brylantowego wesela, abyśmy wówczas w waszym i naszych przyjaciół Groniem zasiedli to tego radosnego stołu, przy uroczystości, która niech się stanie tryumfem urzeczywistnienia prac i dążeń naszego życia.
On Ethics in Public Life
On Ethics in Public Life
Since the aim of education is to prepare a person for life with character and qualifications for some useful work, let us reflect more deeply on these two characteristics that we wish to achieve. Strictly speaking, one might say that the educational aim is to equip a person for life with only qualifications, or only a strong and lofty character, because by qualifications we understand not only intellectual, scientific and technical proficiency, but also moral development, and by character we can encompass all positive qualities without which there cannot exist ideals that put into action creative principles and virtues which in everyday life are called qualifications—that is, skill, experience and proficiency in performing work within the scope of certain spheres of life.
Yet remaining with the conventional definition of "qualifications" in the intellectual sense, and of knowledge and skill in a given profession, there emerges with great clarity an observation that, over time, in the opinion of even some well-intentioned people and those of good will, on the most diverse and important issues manifested throughout the world in excessive measure in all spheres of human life—a proliferation of purely intellectual, technical and practical demands has gone so far that in deep shadow are plunged the demands for strong character with very lofty ideals serving the highest and holiest causes. It is surely an evident truth that the higher one's life and professional qualifications are—if they serve chiefly personal advancement and pride, interests that are not pure, hidden and contradictory to the nation's interest—the more dangerous and harmful they become, the more they undermine faith in good will and confidence in any worker, even the most worthy. These—in themselves valuable, often acquired through diligent work and effort—properties, become, without the balance of pure character, an instrument which, like an axe and saw in the hands of a skilled carpenter are tools with which he can build a house, but in the hands of a criminal can serve murder or torture.
Whoever has his thoughts directed from the past toward the future, whoever does not live only from day to day, whoever does not go solely along the line of least resistance, to whom the nation's future is constantly in mind, whoever does not live only for his own "self," who strives toward the perfecting of his extended family, his descendants, toward serving in the improvement of his extended family, which is the Nation, toward the good of humanity—let such a person reflect deeply on the great question of "education." Education in the family, in primary school, secondary school, the highest schools, education of social activists, education of teachers, professors, officials, military personnel, farmers, workers, those in free professions, up to those occupying the highest positions, up to the education of clergy.
How important is the principle, beginning already with the child, that with every lesson, instruction, suggestion, every command given or order issued, education should be inseparable—influence on conscientiousness, on honesty, on a higher, more distant purpose. This striving does not hinder, as some believe, on the contrary, it completes and elevates the value of all knowledge and learning. This is not the place for a pedagogical treatise. However, since I have mentioned, among others, officials too, who are closely connected to public life, it must be emphasized how important it is to educate workers in this profession as citizen-officials. Each person choosing for himself this profession so very important and necessary in the life of states and nations should always keep in mind that he is the servant of an important cause, that, being a faithful and honest executor of laws, subject to military discipline, should be fair in his official duties, but also a benevolent counselor and friend, as well as an educator of the public he serves. Not overlooking transgressions, dishonesty and circumvention of laws and regulations, he should cooperate with the population in facilitating their difficulties and regulations—sometimes heavy and unpleasant, but necessary in one's own state. What great harm does an official inflict, one who thinks first and foremost of himself, or such a bad apple among them who commits abuses at the expense or for the benefit of the State or the population, or even for his own profit? It provokes resistance in the population not only against these perverse individuals, but creates enemies of their own laws, order, and even enemies of their own government. Each superior, therefore, of every department and branch of state administration, has an obligation not only to watch and control whether his subordinate official executes the letter of the law or not, whether he is delinquent in "bits and pieces," but should spread knowledge of the spirit of the laws among his subordinates, have civil courage and be relentless toward dishonesty, negligence and unkindness toward innocent and honest clients. This is in no way contradictory to his having paternal care and kindness toward his subordinate officials, who often work in difficult and trying conditions.
What can each mortal, however humble, contribute to changing things for the better?
In all life conditions, each person contributes directly or indirectly to the shaping of opinion, which must particularly be demanded of people exercising any function in public life, beginning with the village elder, the district chief, the teacher, the mayor, the judge, the official, the lawyer, the manufacturer, the merchant, the officer, the congressman, the writer, the journalist, ending with the clergy, the most important dignitaries up to the head of state. Opinion exerts mainly an indirect influence. I mention it, however, because opinion is—despite all this—a great ruler. How many people, through its formation, have lesser or greater influence—negative or positive—through their personal efforts on all elections, all appointments to prominent and modest positions! How often does demagoguery, class consciousness, party affiliation, the hope that this protégé or appointee will be grateful for the opinion given about him, for the vote cast, once he reaches the desired position—and sometimes even here the voter's material interest plays a great role—decide on giving one's vote? And yet, what should decide on giving one's vote in any elections or in supporting an appointment? Above all, deep confidence in the unwavering convictions of the candidate, in principles which we ourselves profess with regard to religion and patriotism, in his personal worth, not in empty words, proclaimed often solely to gain applause, for elections, to obtain the relevant position. In supporting someone's candidacy, the higher the position one aims for, the more one should inform oneself about the candidate. Not about whether he will support "my" material interests, but about what kind of religious, marital, family, and civic life he leads, his honesty, truthfulness, conscientiousness, his sense of responsibility for his words and deeds, what his intellect is like, his knowledge, and likewise what practical professional qualifications he has, which are indeed a very important factor, but which many even honest people have hitherto concerned themselves with almost exclusively, often not even knowing what the moral worth of the candidate is. It happened that people were elected or appointed to responsible positions who possessed neither practical qualifications nor solid character, simply because they pleased the voters, because they had to incite them against other classes, or play on a sense of hatred and envy toward neighbors, merely on these grounds that divided civic and national unity, to receive more votes nevertheless.
What remedy is there, then? How to cure society in this regard? How to distinguish good from evil?
It is a long and laborious educational work of entire generations, requiring durability and continuity of single spirit in all classes without distinction. Besides the ability to assess qualifications, which in some areas of human work can be recognized only by those versed and educated in a given field, one should be guided by principles of ethics, of great conscientiousness, which alone can decide on the character and energy of the action of people called to any public, leadership work. An inviolable code, one often recognized (to a greater or lesser degree consciously) by upright people, even those not particularly close to our Church, is Christian ethics, which for each believing Pole is the only legal haven, giving him community of views and action, the means of struggle against the growth of materialism, lies and hypocrisy, partiality and special interest, and for justice, truth, for a firm, lasting direction, in the means of struggles unchanging through changes of persons and even entire generations.
The principles guiding the life of a righteous individual should likewise govern collective life in family, nation, state, in every social grouping. Today one often hears the saying that in politics, in diplomacy, ethics cannot apply, that the end sanctifies the means, that with the enemy one must fight using his weapons, even if forbidden, perverse. In internal matters, and even in external struggles over the long term, unified, selfless strength must always triumph, standing high above personal, class and party matters. Without soiling oneself with revenge, vindictiveness through using the criminal means of one's enemies—without personal reckonings, individual unauthorized actions. Justice should stand on the pedestal of one's own conscience and the opinion of the entire world, very clear, very strong, uncompromising, severe, but absolutely superior morally and socially, above the barbarism of enemies, not in darkness but in clear light that educates and ennobles all society, one's own dignity, arousing in its time a public opinion through its purposefulness and seriousness toward the entire civilized world. Besides, he who fights with a certain sword dies from it. Brutal barbarism must end in destruction among the nations of the civilized world. We strive toward a different future.
Above class factions in political life should have precedence those associations that have representatives of all classes and professions, so that they might strive toward balance and development of all directions that have reason for being according to their moral, intellectual and economic worth for the nation and state, which set themselves the task of maintaining and raising the firm development and strength of their Homeland in the spiritual, intellectual, economic and material direction. Such firm direction can only be maintained by drawing closer to so much-desired governments of national unity, when the public comes to the conviction that the best, most cohesive executor and cement for this will be administrative, judicial, educational, legislative and military authorities, standing on a national foundation, grounded in Catholic ethics.
O etyce w życiu publicznym
Ponieważ celem wychowania jest przygotowanie do życia człowieka z charakterem i kwalifikacjami do jakieś pożytecznej pracy, zastanówmy się bliżej nad tymi dwiema właściwościami, które pragniemy osiągnąć. Ściśle biorąc, możnaby powiedzieć, że tym celem wychowawczym jest danie człowiekowi na drogę życia, jedynie kwalifikacji, lub jedynie silnego i wzniosłego charakteru, ponieważ pod kwalifikacjami rozumieć możemy nie tylko sprawność umysłowa, naukową i techniczną, ale też wyrobienie moralne, a pod mianem charakteru możemy zmieścić wszystkie własności dodatnie, bez których nie mogą istnieć ideały wprowadzające w czyn twórczy zasady i zalety, które w życia codziennym nazywa się kwalifikacjami, czyli umiejętnością, doświadczeniem i sprawnością w wykonywaniu prac wchodzących w zakres pewnych dziedzin życiowych, Pozostając jednak przy zwyczajnym określeniu "kwalifikacji" w kierunku umysłowym, oraz wiedzy i sprawności w danym zawodzie, nasuwa się z wielką jaskrawością spostrzeżenie, że z biegiem czasu w opinii, nawet niekiedy ludzie dobrej woli, dobrych chęci, w najrozmaitszych, także najważniejszych zagadnieniach, objawia się na całym świecie w nadmiernej mierze we wszystkich dziedzinach życia ludzkiego - przerost wymagań czysto umysłowych, technicznych i praktycznych tak dalece, że w gruby cień są pogrążone wymagania silnego charakteru o bardzo wysokich ideałach służących najwyższym i najświętszym sprawom. Jasną jest chyba prawda, że im wyższe są czyjeś kwalifikacje życiowe i zawodowe - jeżeli one służą przeważnie osobistemu wyniesieniu się i pysze, interesom nie czystym, ukrytym a sprzecznym z interesem Ojczyzny - tym są niebezpieczniej szkodliwsze, tym więcej obalają wiarę w dobrą wolę i zaufanie do każdego działacza, nawet najgodniejszego. Te - same w sobie cenne, często pracą rzetelną i trudem zdobyte właściwości, stają się, bez równowagi czystego charakteru, narzędziem, które jak na przykład siekiera i piła w ręku dzielnego cieśli są narzędziami, którymi potrafi on dom wybudować, a w ręku zbrodniarza posłużyć mogą morderstwu lub torturom. Kto myśli ma zwrócone z przeszłości w przyszłość, kto nie żyje jedynie z dnia na dzień, kto nie idzie wyłącznie po linii najmniejszego oporu, komu przyszłość Ojczyzny jest ciągle na myśli, kto nie żyje tylko dla swego "ja", kto dąży do doskonalenia rozszerzonej swej rodziny, swoich potomków, służenia w doskonaleniu rozszerzonej swej rodziny, którą, jest Naród, dobru ludzkości, - ten niech się zastanowi głęboko nad wielkim zagadnieniem „wychowania”. Wychowania w rodzinie, w szkole powszechnej, średniej, najwyższej, wychowania działaczy społecznych, wychowania nauczycieli, profesorów, urzędników, wojskowych, rolników, robotników, pracowników w wolnych zawodach, aż do ludzi zajmujących najwyższe stanowiska, aż do wychowania kleru. Jakżeż ważna jest zasada, począwszy już od dziecka, że przy każdej nauce, instrukcji, wskazówce, każdym wydanym poleceniu, rozkazie, nierozłącznym powinno być działanie wychowawcze, wpływanie na obowiązkowość, na prawość, na cel dalszy, wyższy. To dążenie nie przeszkadza, jak niektórzy sądzą, przeciwnie, uzupełnia i wywyższa wartość wszelkiej wiedzy i nauki. Nie jest tu miejsce na rozprawę pedagogiczną. Ponieważ jednak wspomniałem, między innymi, również o urzędnikach, którzy są ściśle związani z życiem publicznym, podkreślić należy jak wielkiej wagi jest wychowanie pracowników tego zawodu na urzędników-obywateli. Każdy, obierający sobie ten zawód tak bardzo ważny i potrzebny w życiu państw i narodów, powinien mieć zawsze na pamięci, że jest sługą ważnej sprawy, że będąc wiernym i uczciwym wykonawcą ustaw, w dyscyplinie służbowej, powinien być w urzędowaniu sprawiedliwym, ale też życzliwym doradcą i przyjacielem, oraz wychowawcą publiczności, której służy. Nie przepuszczając przewinień, nieuczciwości i omijania ustaw i przepisów, powinien współdziałać razem z ludnością w ułatwianiu jej wszelkich trudności i przepisów, czasem ciężkich i przykrych, ale koniecznych w swym własnym państwie. Jak wielką krzywdę wyrządza urzędnik, myślący w pierwszym rzędzie o sobie lub taka parszywa owca między niemi, któryby popełniała nadużycia na szkodę czy korzyść Państwa czy ludności, lub nawet własnej korzyści. Wywołuje to odporność ludności nie tylko przeciw tym przewrotnym jednostkom, ale tworzy wrogów własnych ustaw, porządku, a nawet wrogów swego własnego rządu. Każdy, przeto przełożony, każdej dykasterii i działu administracji państwowe, ma obowiązek nie tylko patrzeć i kontrolować czy podwładny mu urzędnik wykonuje literę prawa, czy nie zalega z "kawałkami”, ale powinien szerzyć wśród podwładnych znajomość ducha ustaw, mieć odwagę cywilną i być nieubłaganym wobec nieuczciwości, niedbalstwa, nieżyczliwości dla niewinnych i uczciwych klientów. Co zupełnie nie jest sprzecznym, aby miał ojcowską opiekę i życzliwość dla podwładnych sobie urzędników, pracujących nieraz w trudnych i ciężkich warunkach. Czym się każdy śmiertelnik, najskromniejszy choćby, może przyczynić do zmiany stanu rzeczy na lepsze? We wszelkich warunkach' życia, każdy człowiek przyczynia się pośrednio lub bezpośrednio do tworzenia opinii, czego szczególniej wymagać należy od ludzi sprawujących jakiekolwiek czynności w życiu publicznym, począwszy od sołtysa, od wójta gminy, od nauczyciela, od burmistrza, sędziego, urzędnika, adwokata, fabrykanta, kupca, oficera, posła, literata, dziennikarza, skończywszy na klerze, na najważniejszych dostojnikach aż do głowy państwa. Wywiera ona przeważnie wpływ pośredni. Wspominam jednak o niej, gdyż opinia jest - pomimo tego - wielką panią. Ileż to ludzi, przez jej urabianie, ma mniejszy lub większy wpływ - ujemny czy dodatni - przez swe osobiste zabiegi na wszelkie wybory, wszelkie mianowania na wybitne i skromne stanowiska! Jak często decyduje o oddawaniu swego głosu demagogia, klasowość, partyjność, nadzieja, że ten protegowany czy mianowany za udzieloną o nim opinię, za głos oddany, będzie się odwdzięczał skoro do upragnionego stanowiska, - a czasem nawet tu materialny interes wyborcy, odgrywa wielką rolę? A tymczasem, co powinno decydować o oddaniu swego głosu przy jakichkolwiek wyborach, czy przy popieraniu mianowania? Przede wszystkim zaufanie głębokie do przekonań niewzruszonych kandydata, do zasad, które sami wyznajemy pod względem religijnym i ojczystym, do jego osobistej wartości, nie do słów pustych, głoszonych często jedynie dla uzyskania poklasków, dla wyborów, dla uzyskania odnośnego stanowiska, Popierając czyjąś kandydaturę, im wyżej sięgającą, tym więcej należy się o kandydacie informować. Nie o tym, czy będzie popierał "moje" interesy materialne, ale o tym, jakie prowadzi życie religijne, małżeńskie, rodzinne, obywatelskie, jego uczciwość, prawdomówność, obowiązkowość, poczucie odpowiedzialności za swe słowa i czyny, jaki jest jego rozum, jego wiedza a zarówno, jakie ma praktyczne kwalifikacje rzeczowe, które są nader ważnym czynnikiem, ale, o które wielu nawet uczciwych ludzi dotychczas wyłącznie prawie się troszczyło, często nawet nie wiedząc, jaka jest wartość moralna kandydata. Bywało i tak, że wybierano lub mianowano na odpowiedzialne stanowiska ludzi nieposiadających ani rzeczowych kwalifikacji, ani murowanego charakteru, tylko, dlatego, że schlebiali wyborcom, że musieli ich podjudzać na inne klasy, lub zagrać na poczuciu nienawiści i zazdrości wobec bliźnich, byle tylko na tych rozbijających jedność obywatelską i narodową przesłankach, otrzymać jednak więcej głosów. Jakież, więc na to jest lekarstwo? Jak uzdrowić pod tym względem społeczeństwo? Jak odróżnić dobro od zła? Jest to długa i żmudna praca wychowawcza całych pokoleń, wymaga trwałości i ciągłości o jednym duchu, wszystkich stanów bez różnicy. Poza umiejętnością oceny kwalifikacji, które w niektórych działach pracy ludzkiej mogą rozpoznać jedynie ludzie wytrawni i wykształceni w danym kierunku, należy się orientować zasadami etyki, wielkiej rzetelności, która jedynie może rozstrzygnąć w sprawie charakteru i energii czynu ludzi powołanych do jakiejkolwiek pracy publicznej, kierowniczej. Kodeksem zaś nienaruszalnym, często nawet uznawanym (mniej lub więcej świadomie) przez prawych ludzi do kościoła naszego nawet nie bardzo zbliżonych, jest etyka chrześcijańska, która dla każdego Polaka wierzącego jest tą jedyną przystanią prawną, dająca mu wspólność zapatrywań i działania, na środki walki przeciw przerostowi materializmu, kłamstwa i obłudy, stronniczości i prywaty a za sprawiedliwością, prawdą, za kierunkiem stałym, trwałym, w środkach walk niezmiennych przy zmianie osób, a nawet całych pokoleń. Podstawy kierujące życiem prawej jednostki powinny zarówno sterować życiem zbiorowym w rodzinie, narodzie, państwie, w każdym ugrupowaniu społecznym. Dziś często słyszy się zdanie, że w polityce, w dyplomacji, nie może obowiązywać etyka, że sam cel uświeca środki, z przeciwnikiem należy walczyć jego bronią, choćby niedozwoloną, przewrotną. W sprawach lub walkach wewnętrznych, a nawet zewnętrznych na długa metę, zawsze zwyciężyć musi siła jednolita ofiarna, stojąca wysoko ponad sprawami osobistymi, klasowymi i partyjnymi. Bez kalania się zemstą, mściwością przez, używanie środków zbrodniczych swych wrogów, - bez osobistych obrachunków, pojedynczych samowolnych działań. Sprawiedliwość winna stać na piedestale własnego sumienia i opinii całego świata, jasna bardzo silna, bezkompromisowa, surowa, ale bezwzględnie wyższa społecznie i moralnie, ponad barbarzyństwem wrogów, nie w mroku, ale w jasnym świetle wychowującym, uszlachetniającym całe społeczeństwo, godność własną, wzbudzając epokową opinię swą celowością i powagą wobec całego świata cywilizowanego. Zresztą, jakim mieczem, kto wojuje, od takiego ginie. Brutalne barbarzyństwo skończyć się musi zagładą wśród narodów cywilizowanego świata. My dążymy do innej przyszłości. Ponad stronnictwami klasowymi w życiu politycznym winny mieć takie zrzeszenia przewagę, które mają przedstawicieli wszystkich klas i stanów, aby dążyć mogły do równowagi i rozwoju wszelkich kierunków mających rację bytu wedle ich wartości moralnej, intelektualnej i gospodarczej dla narodu i państwa, które stawiają sobie za zadanie utrzymanie i podnoszenie trwałego rozwoju i siły swej Ojczyzny w kierunku duchowym, umysłowym, gospodarczym i materialnym. Trwały ten kierunek jedynie może być utrzymany przez zbliżenie się do tak upragnionych rządów jedności narodowej, skoro ogól przyjdzie do przekonania, że tym najlepszym, najspoistszym wykonawcą i cementem ku temu będą władze administracyjne, sądowe, szkolne, prawodawcze i wojskowe, stojące na fundamencie narodowym, ugruntowanym na etyce katolickiej. W każdej organizacji ludzkiej pewne zmiany i ewolucje są wskazane i konieczne w miarę rozwoju umysłów, wiedzy i techniki. Wszak i Kościół, poza sprawa dogmatów, żyje i rozwija się. Historia w swoich dziejach uczy, że reformy epokowe, trwałe, postęp prawdziwy, nieodbywa się w swoich ustalonych objawach dodatnich, przez nagłe, światowego znaczenia przewroty. Jedna generacja rzadko potrafi przeprowadzić reformy działające na długi przeciąg czasu. Dlatego tak ważną rzeczą jest wychowanie jednostek, rodzin, całego społeczeństwa przez długie lata i w jednym duchu, w jednym kierunku o bardzo szlachetnych wysokich dążeniach i ideałach, wprowadzanych w czyn przez większość obywateli, przez ogół zrzeszeń mających na celu te bardzo wysokie pragnienia. Jestem przekonamy, że w Polsce mieliśmy i dziś mamy tradycję wysokiego gatunku patriotyzmu, który nie zawaha się złożyć na ołtarzu Ojczyzny mienia, zdrowia i życia w wielkich chwilach dziejowych. Dziś jednak Ojczyzna wymaga czegoś więcej. W czasach przedwojennych to poczucie ofiary drzemało również w sercu uświadomionych Polaków. Drzemało jednak przeważnie, dlatego, jedynie, że nie we wszystkich rodzinach, nie we wszystkich duszach żyło gorące pragnienie i potrzeba ciągłej ofiary w życiu codziennym, brakło często świadomości, że dla rycerza patriotyzmu nie wystarczy czekać na wielkie chwile, w których - przy łasce bożej - stać go będzie na heroiczny wysiłek i bohaterstwo męczeństwa. W czasach tak zwanych spokojnych w wielu domach i środowiskach nie wyrabiano u młodzieży patriotyzmu czynu i ofiary w życiu szarym, codziennym. Obawiano się dla „głów zapalnych” szowinizmu narodowego, kolizji z policją i.t.d., głosząc, że skoro Ojczyzna zawoła do czynu, to każdy chłopak się sam ruszy, że nie należy dziś w życiu powszednim egzaltować umysłów. Wielki to błąd, wielki grzech zaniedbania. Młodzież powinna wiedzieć, widzieć, mieć przykład codzienny, że bez ofiary niema czynu, że bez zdawania sobie sprawy, iż nasze zawodowe zabiegi ku doskonałości, pracują nie tylko dla utrzymania nas przy życiu czy dobrobycie, ale że pracują zbiorowo dla Polski, że właściciele większego czy mniejszego kawałka ziemi - mając miłość do niej - powinni wiedzieć, że sprawują rządy na tym realnym kawałku Polski, jaki dzierżą w swym ręku, mają wobec niej nie tylko prawa, ale obowiązki i odpowiedzialność za miłość do tego kawalątka Ojczyzny i współpracowników na nim. Nie tylko, przeto na wielkiej arenie publicznego życia jest w czasach normalnych, spokojnych, pole do pracy patriotycznej, ale składa się ona z codziennych, świadomych, często drobnych, czasem heroicznych, skromnych, pokornych, w cieniu zostających wysiłków i ofiar. O tym obowiązku o tym ideale, o wartości takiej pracy i takich ofiar nie należy, przeto milczeć w pracy wychowawczej. Świadomość tego obowiązku nie tylko nie egzaltuje niezdrowo, przeciwnie uczy hartu wytrwałości, chroni przed niejednym wybrykiem, uczy powagi życia, zaprawia do opanowania złych skłonności, podnosi wartość jednostek, zespołów, wartości całego narodu. W naturze młodzieży leży żywość, zapał, zacięcie, które się objawia w tym, czego pragnie, do czego dąży. Odnosi się to tak do dążeń ujemnych jak| i dodatnich. Jeżeli chłopak jest z natury, wychowania i środowiska, z którego się wywodzi, zacny i prawy, to jego pragnienia i dążenia będą ideałami dążącymi „ad astra”, objawia się to codziennie u zakochanych. Chłopak taki ubóstwia przedmiot swej miłości, pragnie bezinteresownie jego dobra, jest zdolny do ofiar, do bojowości, szlachetnej miłości: „nie opuszczę cię aż do śmierci". To samo odnosi się do Ojczyzny. Patriotyzm jest uczuciem przyrodzonym, szlachetnym. Rodzice radujcie się zapałem i wszelkimi wzniosłymi uczuciami swego potomstwa, nie gaście ducha! Zwalczajcie jednak warcholstwo i pychę, wyrabiajcie karność, której brak nawet wobec własnych przekonań jest naszą wadą narodową Zastanówmy się gruntownie którędy nam iść należy w służbie świętej i patriotycznej sprawy. Pójdźmy ławą tam, gdzie w naszym własnym przekonaniu potrafimy najlepiej służyć zjednoczonej Ojczyźnie w zwartym szeregu zbożnej pracy dla wszystkich jej synów, dla silnej całości zdrowej Polski. Uszanować można i trzeba w sposobie walki wewnętrznej o dobro, każde przekonanie przeciwnika mającego dążenie szlachetne, łączącego w swym łonie członków rozmaitych klas społeczeństwa tych, którzy dbają przeważnie o siebie samych, o swoja klasę, zwalczając wszystko i wszystkich niepoddających się ich ciasnym klasowym pragnieniom, dążeniom lub poglądom. Pamiętajmy, że wielki ruch ewolucyjny w życiu państw na daleką metę, u ludów stojących na podstawach narodowych, opartych na zasadach katolickich, pomału, ale z konsekwencją systematyczną dąży do ustroju korporacyjnego, który zdobywa sobie coraz to więcej zwolenników wśród ludzi dobrej woli głębiej patrzących w przyszłość. Na to jednak, aby mogło dojść do ugrupowania wielkiego, silnego o zasadach etyki chrześcijańskiej, należy przekonywać ludzi dobrej woli, że każdy dorosły obywatel powinien wiedzieć jasno, do jakiego światopoglądu się przyznaje, jakie ugrupowanie polityczne popiera, jakiego kierunku jest żołnierzem. Szereg na przykład tak zwanych sympatyków jakiegoś stronnictwa zapytanych, do jakiego stronnictwa się przekonaniami zaliczają, odpowiada chwaląc się „ja się za żadnym? stronnictwem nie oświadczam, ja nigdzie nie przynależę, ja jestem neutralny, nie mieszam się do polityki, którą się brzydzę”. Nie każda jednostka może być politykiem, nie każda może być powołana do udziału w obradach, nie każda może być członkiem jakiegoś komitetu, członkiem władz stronnictwa, każdy jednak człowiek myślący, któremu dobro swego kraju tkwi głęboko w sercu, powinien się zdecydować, jaki kierunek popiera, do jakiego się przyłącza, jaki uznaje za uczciwy i pożyteczny dla całości Ojczyzny, tego się nie wstydzić, i odważną wiernością dla swych własnych przekonań służyć Polsce. Nie tylko są potrzebni oficerowie - potrzebny jest też żołnierz, na którego przywódcy mogą liczyć, na którym mogą się oprzeć i który stanowi zwartą, karną siłę w całym kraju. Należy wyrabiać i szerzyć przekonanie, że taka abstynencja granicząca w skutkach z obojętnością dla spraw decydujących o losach i całej przyszłości Ojczyzny, z braku liczebnej armii ludzi rzetelnie kochających swój kraj, o których nikt nawet nie może wiedzieć jakich są przekonań, sprawia, że najznaczniejsze, najofiarniejsze, wysiłki działaczy poświęcających z zaparciem siebie, całe swe życie sprawie ojczystej, (czasem nawet przez tego abstynenta podziwiane) nie mają w społeczeństwie poparcia, cierpią na anemię, na brak jakościowego i ilościowego poparcia tak moralnego jak materialnego. Należy się przyłączyć z należnym zrozumieniem dyscypliny do tej grupy żywotnej, silnej, której naczelne zasady sami wyznajemy. Jeżeli je uznajemy, to nie należy z pewną satysfakcją (jak to bywa) wyszukiwać i głosić różne biedy i błędziki, często z przeszłości wyłuskiwane, zamilczając wartości i zasługi podstawowe: „Errare humanum est”. Jeżeli się zaś poczuwamy do tego, a mamy po temu czas i zdolności, a pragniemy wprowadzić pewne zmiany udoskonalające w tym zespole, to zawsze nam pozostaje droga ze szczerością i taktem, w łonie samej grupy walczyć o swe życzenia, które mogą się przyczynić do usunięcia pewnych usterek czy błędów. Dążyć powinniśmy do tego, aby w Polsce zaszeregować jednostki kierujące się szczerze, z przekonania, zasadami narodowymi, opartymi na podstawach chrześcijańskich. Winno to być ugrupowanie, w którym byłoby miejsce dla ludzi wszystkich klas, dbających o równowagę i rozwój wszystkich kierunków wedle ich składu i wartości dla prawdziwego postępu, siły, cywilizacji i rozwoju Polski. Należy się łączyć na postawie tych punktów, na które się zgadzamy, które ukochaliśmy i które uważamy za zasady najważniejsze, murowane. Wszystkie inne bieżące na razie w, tych czasach tak bardzo ciężkich, trudnych| należy odsuwać na dalszy plan ze względu na nieznane stosunki i warunki, które nam najbliższa przyszłość odsłoni. Często i słusznie słyszy się o trudnościach wysuwania na wpływowe stanowiska ludzi dzielnych, zacnych, bezstronnych, sprawiedliwych, pracowitych a energicznych, słyszy się o tym, że nie ma areopagu ludzi, podstaw i sposobów praktycznych dla selekcji, wprowadzania najlepszych obywateli, rzeczywistej elity społeczeństwa, na wpływowe stanowiska. Dlaczego istotnie tylu ludzi nieodpowiednich piastuje kierownicze stanowiska? Obserwator każdy starszy, biorący od pół wieku udział w politycznym i społecznym życiu, spotkał się aż nazbyt często z faktem, że nawet kwalifikacje zawodowe, a tym mniej właściwości moralne charakteru, nie decydują o wyborach, czy też wyznaczeniu, przez do tego uprawnione czynniki, na stanowiska ważne, ludzi o istotnej wartości, o ustalonych przez długi okres czasu i działań trwałych bezkompromisowych przekonań, ludzi, których przeznaczamy na wyższe, jako też najwyższe placówki. Na tych stanowiskach powinni oni wlewać w ogół społeczeństwa nie tylko pozory, czasem zniekształconych liter prawa, lecz żywego ducha praw, ustaw etyki wychowawczej we wszystkich przejawach życiowych. Dla zbliżenia się do tego kierunku, do wierności w bezstronnym zastosowaniu zasad i ustaw przez wyższe odpowiedzialne umysły ustalanych do sumiennego ich wykonywania, do współpracy władz naczelnych, ustawodawczych, sądowych, administracyjnych, szkolnych, gospodarczych i społecznych razem z kościelnymi, koniecznym jest, aby ci mężowi, chociaż pochodzić mogą z rozmaitych klas ludności i zawodów, choćby nie wszyscy należeli do identycznych zapatrywań politycznych i społecznych w szczegółach, mieli wspólne, trwałe i nienaruszalne zasady narodowej i chrześcijańskiej etyki, które pozwolą, aby ścierając się nawet w rozmaitych zagadnieniach bieżących, byli szczerymi współpracownikami, oddanymi duszą i ciałem, z zupełnym poczuciem odpowiedzialności, odważnie i wiernie, zasadom, przy których sztandarze stanęli, a które wyznają za obowiązujące w życiu prywatnym, rodzinnym, zawodowym a tym bardziej w życiu publicznym, w służbie dla Ojczyzny, za niezawodną busolę i ster niezniszczalny pomimo wrogich wichrów i fal wzburzonych, Przekonany jestem, że ogromna większość w narodzie polskim podziela wyrażone tu przekonania zasadniczo, teoretycznie. Dlaczego ich, zatem znaczna część tejże większości nie głosi, nie kroczy tą zbawczą drogą a przeciwnie idąc na pasku ludzi nie dość wyrobionych wewnętrznie, mających jedynie kult siły za kierownika przyczynia się do (nawet w ostatnich dziesięcioleciach) niszczenia zasad w głębi duszy ukrytych starannie, co przyczyniało się boleśnie do smutnych, objawów a po części rezultatów naszego życia ojczystego? Czy to nie sprawiał u niektórych krótkowzroczny oportunizm uważający, aby się nie potknąć na odległość jedynie, do której sięgał wzrok ich przykrótki? Czy u niektórych może nie wygoda, chęć unikania szkód i strat materialnych z opozycji wynikających? Brak pewnej odwagi cywilnej? Stąd wielu łączyło się z siłą, ustępowało jej, tej sile, tak z góry, jak z dołu naciskającej, sile, choć ona była nawet w ich własnym przekonaniu szkodliwa i nieetyczna! Z tego oportunistycznego zachowania się, wielu czerpało pewne korzyści chwilowe, jeśli nie wprost materialne, to dla swego stanowiska, kręgu swych interesów, pewnych możliwości i wpływów. Dawało im to chwilowo pozorny spokój, pewną życzliwość ze strony rządzącej. Ten zaś brak bojowości w imię swych zmilczanych ideałów pokrywali, (wierzę, że może nawet przed własnym sumieniem) sofizmatami o nie walczeniu z siłą, „bo tylko siła jest twórczą", o nierozbijaniu jedności, o niemarnowaniu najlepszych sił w bezowocnej walce i opozycji bezskutecznej. Łudzili stale siebie i innych tym, że wstępując w szeregi ugrupowań lub współdziałając z czynnikami sobie nawet czysto ideowo biegunowo przeciwnymi, będą mogli, choć w czymś, przeciwstawić się ich działalności, tu i tam zmniejszyć ich szkodliwe postępowanie. Zapominali, że tak postępując firmowali swymi nazwiskami całokształt i działalność ugrupowań diametralnie przeciwnych swym własnym zasadom i tradycjom, przez co wprowadzali zamęt w zdrową opinię społeczną, pomagali do zacierania granicy, co dobre a co złe, co szlachetne a co podłe, co etyczne a co niemoralne. Stawiając we wszystkich działaniach tak u jednostek jak i we wszelkim życiu zbiorowym, za warunek pierwszorzędny, charakter i kwalifikacje, obserwując życie publiczne przez czas nie jednego pokolenia, można z własnej obserwacji nawet zdać sobie doskonale sprawę, że we wszystkich rzeczach ludzkich mrzonką byłoby sądzić, że jakiekolwiek ugrupowanie, w dodatku, liczne, wolne było i jestod chwilowych skaz i omyłek, że będzie bez przerwy i odchyleń wzorem wiedzy, przewidywań mądrych i cnót. Z drugiej strony uważać można za pewnik, że ten tylko człowiek lub zrzeszenie zbliży się do pewnych wyżyn, który lub które mają w umyśle swym nie tylko reguły w statutach i ustawach zawarte, lecz mają zasady, przekonania i dążenia, głęboko zakorzenione w całym swym jestestwie, o bardzo wysokich ideałach i wymaganiach od siebie samego, od swego zespołu, o poświęceniu się temu, co uznają za obowiązek, za służbę w sprawie, którą ukochali. Na wstępie tego pisma zaznaczono z naciekiem ważność wychowania. Nie miano tu na myśli jedynie wychowanie dziecka, wyrabianie go na dzielną jednostkę, myśleliśmy zarówno o wychowaniu jednostek na świadomych swych obowiązków obywateli. Z góry odpieramy zarzuty jakobyśmy chcieli wymagać od każdej jednostki, aby się zajmowała czynnie polityką bieżącą, zajadłym wiecowaniem, zbytecznym dla umysłów do tego niepowołanych, odciągającym je od uczciwej zawodowej pracy i życia rodzinnego. Dlatego zastanówmy się, co należy rozumieć pod obowiązkami każdego człowieka, jako prawego obywatela swego narodu i kraju. Wychowawca, a więc ojciec, matka, każdy nauczyciel szkoły powszechnej aż do wszechnicy, a później każdy przełożony powinien wdrażać w umysły wysokie poczucie obowiązkowości za siebie samego. Nabycie gruntownej kwalifikacji zawodowej, da tej jednostce nie tylko możność pracy zarobkowej, zadowolenie i byt samodzielny, ale wyrobi ją na członka społeczeństwa, który przyczyni się do podniesienia kultury narodowej, gospodarczej czy naukowej, a przez to wartości i dobrobytu swego kraju. Prócz tego jednostki, które zechcą się poświęcić życiu publicznemu, zupełnie inny wpływ będą mogły wywrzeć na szerszej arenie swego zawodu, aniżeli nawet najzacniejszy dyletant, który o danym dziale pracy ma jedynie mgliste pojęcie. W ogóle człowiek, który w jakimkolwiek zawodzie jest fachowcem i przeszedł poważną szkołę pracy, będzie przy równie dobrej woli zawsze miał wytrawniejsze zdanie i głos w sprawach ogólnej natury wchodzących w zakres jego działalności, aniżeli przygodny agitator czy dyletant. Tyczy się to również ludzi ze sfer zamożniejszych. O ile ktoś nie poświęcił się w życiu czy z musu, czy z wyższych motywów, realnej systematycznej pracy w pewnym określonym kierunku, to mniej ma danych do sprawowania pożytecznych funkcji w życiu zbiorowym, aniżeli ten, który miał możność i energię należycie się przygotować, wyspecjalizować. Praca rzeczywista wytrwała, w jakimkolwiek kierunku, daje przeważnie sprawność do szerszego, umiejętnego zabrania się do służby publicznej. Oczywiście, że wszystkie tu wspomniane korzyści z nabytych wysokich kwalifikacji skreślić należy dla pracy publicznej, jeżeli nie idą w parze z gorącą czynną miłością Ojczyzny opartą na prawym charakterze. Praktycznie rzecz stawiając, czego wymagać musimy, od uświadomionego obywatela godnego tego miana? Już wspomnieliśmy o ważności wykształcenia, praworządności, lojalności i posłuszeństwa od najmłodszego dziecka począwszy względem władz rodzinnych, szkolnych, ustaw, rozporządzeń i przepisów władz swego prawowitego rządu. Karność względem swych dobrowolnie uznanych organizacji, swego państwa, swych własnych postanowień jest jednym z pierwszych, warunków ładu, porządku i zdrowia każdego narodu. Podczas ostatniego dwudziestolecia swej niepodległości, wiele umysłów zbałamuconych koniecznością omijania całego szeregu ustaw i rozporządzeń poprzedniej niewoli, bezmyślnie przeniosło to przyzwyczajenie na przepisy i obowiązki względem własnego państwa, nie zawsze sprawiedliwie lub celowo stosowane, z wielką szkodą wychowania pokoleń dorastających w wolnej Polsce, w której winna panować możność współpracy obywatela z organami wszelkiej dykasterii własnego państwa. Wykręcanie się, uchylanie się skryte i oszukańcze od świadczeń, ceł, podatków, przepisów i rozporządzeń tak często spotykane u ludzi nawet skądinąd zacnych, jest nałogiem niegodnym prawego obywatela. Nie odbiera ta zasada nikomu prawa, a nawet obowiązku dochodzenia krzywd, niesprawiedliwości lub nadużyć zdarzyć się mogących ze strony władz lub ich wykonawczych organów, za pomocą wszelkich środków godziwych i legalnych stosowanych przez pojedynczych obywateli, czy też przez ich zrzeszenia, przez skargi, interpelacje, czy protesty śmiało wnoszone do odpowiednich czynników, oczywiście tylko na zasadzie rzetelnych i skrupulatnie słusznych zasad z powagą i energią. Tego rodzaju postępowanie przyczynia się do zdrowej kontroli postępowania rządowych organów. Uczciwe i lojalne odnoszenie się do władz zaś niepomiernie ułatwia, upraszcza i obtania administrację państwową z policją włącznie. Wychowanie, przeto a punktu widzenia obywatelskiego powinno od zarania wieku wdrażać w umysły młode konieczność uczciwego stosunku do swoje Ojczyzny pod każdym względem, podkreślając dla każdego zawodu i stanu jego obowiązki. Żadnej wartości nie przedstawia dla Ojczyzny zamożny lub bogaty człowiek, który nie poczuwa się osobistą praca i zasobami, aby doprowadzić swój majątek do wysokiej wytwórczości, która służyłaby przykładem racjonalnego postępu dla ogółu, dbając o dostateczny zarobek i potrzeby swych pracowników, używając swych dochodów na podstawie własnych zabiegów dla dobra swych zbożnych, użytecznych i szlachetnych celów, jeżeli się stanie nierobą, lub dbającym przeważnie o zaspokojenie swych zachcianek i zbytkownych przyjemności. Ludzie zaś zamożni, lub bogaci przedstawiają znaczną wartość dla każdego, społeczeństwa, jeżeli mają zawsze na pamięci, że prawo własności, prawo posiadania dóbr doczesnych, zarówno większych jak mniejszych, nakłada wielkie obowiązki pod względem ich użytkowania. Takie same obowiązki nadaje również kapitał wysokiego wykształcenia, wysokiej wiedzy, chociaż się znajduje bez znaczniejszego majątku materialnego. Taki mąż nauki winien również znaczną część swego kapitału umysłowego poświęcić ofiarnie dla sprawy ogólnej, ojczystej. Radzę prze to każdemu obywatelowi – Polakowi, aby się nad tą sprawa zastanowił i sam zdecydował czy nie należy się łączyć, nie z jakaś grupką, ale z wielkim szlachetnym i sprawnym ruchem politycznym takim, który odpowiada w zasadzie jego własnym przekonaniom Polaka – i katolika. Dotychczas, wobec tego, że narodowcy narażani byli prawie od samego początku na zwalczanie tak ze strony obcych, jak i swojego rządu, można było przyjmować na członka każdego prawie, kto się zgłosił. W miarę nadziei rozwoju wielkiego, oraz silniejszego ugrupowania narodowego, w które się ten ruch dziś rozbudowuje i przekształca, zajdzie potrzeba coraz silniejszej selekcji, kogo do niego przyjmować należy, aby mniej subtelnie na te sprawy zapatrujący, ale ludzie nie mieli pokusy przystępowania do silniejszego zrzeszenia, dla widoków, zaszczytów lub korzyści lub własnej chwały. Sądzę jednak, że z otwartymi rękami przyjmowani będą ci, którzy uznają z przekonania, że pod sztandarem wspomnianych ideałów, w zwartym szeregu wzrastającego w siłę ugrupowania, będą mogli służyć po bożemu Ojczyźnie, przyczyniając się do siły, której dotychczas tak bezkrytycznie się przeciwdziałali lub trwali w apolityczności nie mogąc się zdecydować, w jakim kierunku należy się skłonić, dążąc do jednolitości, mocy i zdrowia swego państwa. Nigdy nie należy nikogo „namawiać" do jakieś przynależności politycznej, należy jednak ludzi do niej przekonywać będąc wiernym adeptem swych własnych przekonań i nie kryć się z nimi. Należy, przeto wnieść gorący apel, aby skłonić te liczne rzesze, które się godzą z powyższymi tezami, aby się zastanowiły nad tym, czy godzi się być widzami obojętnymi na losy, którym podlegać będzie skołatana Ojczyzna, na to, w jakich rekach, pod jakimi wpływami znajdować się będą najżywotniejsze Jej sprawy zewnętrzne i wewnętrzne, oraz aby rozpatrzyły w swym sumieniu, które, ugrupowanie ma najwięcej szans do zdobycia siły, na podstawie uczciwych, narodowych i bożych wysiłków, w kierunku uwzględnienia wszystkich klas i zawodów tworzących równowagę dobrobytu i mocy gospodarczej umysłowej i moralnej Ojczyzny. Chodzi na razie o to, aby największa ilość obywateli skupiła się koło podstawowych zasad, które ich łączą, o których ci ludzie dobrej woli są jednego zdania. Tym ludziom łatwiej będzie na podstawie umotywowanych opinii zawodowych, kwalifikowanych znawców ze swego grona dojść do porozumienia i uchwalenia sprawiedliwych, na czasie będących postanowień, aniżeli rozdrobnionym grupom i grupkom i stronnictwom, które już z góry są względem siebie wrogo nastawione, często prawie nie rozpatrują dostatecznie bezstronnie meritum sprawy, zwalczając, co druga strona wnosi na porządek rzeczy, dlatego, że „należy potępić i zohydzić to, co przeciwnik popiera", Wielką byłaby korzyść z tego, gdyby wszyscy hołdujący zasadom narodowym i etyce opartej na skale piotrowej, znaleźli się w tych czasach tak bardzo epokowych i przełomowych po jednej stroni a po drugiej zostaliby się ludzie innych niebezpiecznych dla narodu i państwa zapatrywań. –