A Celebration of the Czartoryski Family
Submitted to Polish Express – Toronto – 1989 for editing; the corrected version was never received. — JCZ
English Summary
The seventieth anniversary of the Parish of the Assumption of the Blessed Virgin Mary in Puławy would have been an unremarkable occasion, were it not for the fact that it became the first public reunion of the princely Czartoryski family. Puławy — the traditional seat of the dynasty — after years of official erasure was paying tribute to the historical role of the “Familia.”
A symbolic scene unfolded when the Communist-era director of the local lyceum named after Prince Adam Czartoryski shook the hand of the family’s senior member, Adam — the same Adam who had been forced to leave Puławy in the 1950s after the dissolution of the Institute of Biocenosis he directed.
The article surveys the wartime service of the family. Adam, the present senior, fought in the September 1939 campaign at the Battle of the Bzura, then worked in the underground resistance while serving as director of the spa in Szczawnica; during Operation “Burza” (Tempest) he joined the Home Army partisans. Roman Czartoryski lost his health in the Murnau POW camp and died after liberation. Leszek fought under General Maczek’s 1st Armoured Division across France, Belgium, Holland, and into Germany — holding only the rank of corporal. Antoni Czartoryski escaped German captivity after 1939 and fought with the AK; during “Burza” advancing Soviet forces pushed his unit into a German trap, and only fifty of four hundred men survived. Piotr, an AK soldier who later settled in Alberta, befriended Wincenty Witos in a German prison; Witos told him: “both the peasant and the aristocrat come from the land, which binds most strongly to Polishness.” Piotr’s father ransomed him from the Germans for a fine stallion. He later fought near Krynica, fled through Slovakia, served in Anders’ Army, and organized the placement of Polish orphans in Spain under General Franco’s hospitality. After the war he emigrated to Canada, ran a ranch in Saskatchewan, then settled in Edmonton. He served as Vice-President of the Canadian Polish Congress for Western Canada and was appointed to the University of Alberta Senate; in 1979 he was a candidate to become the first ethnic Lieutenant Governor of Alberta.
Those Czartoryskis who remained in Poland endured administrative and police harassment. The Communists dismissed them as “a ridiculous group of degenerates doomed to die out.” Despite these obstacles, most completed higher education and reached prominent positions through their own efforts — notably Paweł Czartoryski, who became a professor at the University of Warsaw.
The article highlights the family’s preservation of Polish identity abroad. Izabella, who married the Frenchman Jean Caillot, taught her husband and children Polish; their home in Paris became a refuge for those in need from Poland, and Mr. Caillot (whom she met when he was Deputy Trade Counsellor at the French Embassy in Warsaw) assembled one of the finest private collections of Polonica in Paris. Jerzy Czartoryski’s four Canadian-born children all speak perfect Polish.
“The family always stuck together; borders didn’t exist for us,” recalled one of the senior women of the family.
The reunion culminated in an academic symposium, “Religious and Ecclesiastical Aspects of the History of the Czartoryski Family,” with lectures by Professors Stefan Kieniewicz, Marian Drozdowski, Paweł Czartoryski, Ryszard Bender, and Marc O’Connor from Boston University. A formal banquet was held in the Gothic hall of the Czartoryski Palace, attended by clergy of the Lublin Diocese led by Bishop Pylak, the OKP parliamentarian from Puławy, Solidarity activists, and local intelligentsia. A field Mass followed, with the Czartoryski coat of arms — the Pogoń bearing the family motto “Bądź co bądź” (Come what may) — flying beside the altar.
Tekst oryginalny
Święto siedemdziesięciolecia Parafii Wniebowzięcia NMP w Puławach nie wyróżniało się niczym szczególnym. Jedynie gro z zainteresowanych wiedziało, iż jubileusz miał się stać pierwszym publicznym spotkaniem książęcego rodu Czartoryskich. Puławy — tradycyjna siedziba rodu — po latach oficjalnego zapomnienia oddawały hołd historycznej roli Familii. Symboliczną była scena, gdy partyjny dyrektor Puławskiego Liceum im. Księcia Adama Czartoryskiego długo i z szacunkiem ściskał dłoń seniora rodu Adama, który w latach pięćdziesiątych musiał opuścić miasto po rozwiązaniu kierowanego przez niego Zakładu Biocenozy Instytutu Uprawy i Nawożenia Gleby.
Ród Czartoryskich pełnił w XVIII wieku i do połowy XIX wybitną rolę w naszych dziejach. Nie musi się też wstydzić swojej roli w późniejszej walce o niepodległość. Trzech Czartoryskich walczyło w obronie Lwowa. Jeden z nich, Jan, zdobył Krzyż Orląt i Krzyż Walecznych.
Także druga wojna światowa stała się próbą dla rodu, który wypełnił swój obowiązek i zapłacił za to niemałą cenę. Adam — obecny senior rodu — walczył we Wrześniu 1939 nad Bzurą, a w czasie wojny działał w konspiracji, zachowując funkcję dyrektora zdrojowiska w Szczawnicy. W czasie akcji „Burza” trafił do partyzantki akowskiej. Roman Czartoryski wzięty do niewoli stracił zdrowie w oflagu w Murnau, a po wyzwoleniu zmarł. Leszek walczył w dywizji Maczka i wraz z nią przeszedł szlak bojowy przez Francję, Belgię, Holandię aż do Niemiec, walczył w stopniu zaledwie... kaprala. W kraju bił się Antoni Czartoryski — po walkach w 1939 uciekł z niewoli i działał w AK. W trakcie „Burzy” nacierające wojska radzieckie wepchnęły jego oddział w niemiecką pułapkę — z czterystuosobowego oddziału przeżyło pięćdziesięciu. Po wojnie, obawiając się sfingowanego przez UB procesu, przedarł się na zachód.
Piotr, również żołnierz AK, mieszkający od wielu lat w Albercie, gdzie był wiele razy Prezesem Zarządu Kongresu na tą Prowincję i Wiceprezesem ZG KPK na Zachodnią Kanadę, w czasie okupacji miał wiele ciekawych przeżyć. W niemieckim więzieniu zaprzyjaźnił się z Wincentym Witosem, do którego celi wieczorem, po wyjściu Niemców z więzienia, zaprowadzał go polski strażnik. Tam nie tylko rozmawiał z przywódcą ludowym, który znał dobrze jego Ojca z Parlamentu w Wiedniu, ale też był dokarmiany przez Witosa, któremu jakoś więcej z zewnątrz dostarczano pożywienia, i który zwierzył mu się: „zarówno chłop jak i arystokrata pochodzi z ziemi, która najmocniej przywiązuje do Polskości”. Potem księcia Piotra wykupił z łap niemieckich jego Ojciec za wspaniałego ogiera, a po powrocie do domu gospodarował na rodzinnym majątku i wciągnął się w akowskie podziemie. W czasie operacji „Burza” walczył z Niemcami koło Krynicy, a potem uciekł przed represjami z rodziną na Słowację. Pod koniec wojny przedostał się do Armii Andersa, tam był oficerem do zadań specjalnych i między innymi ze Słowacji sprowadził do Rzymu rodziny zagrożonych działaczy katolickich. Potem między innymi organizował umieszczenie polskich sierot w Hiszpanii, gdzie dał im gościnę generał Franco. Po demobilizacji przyjechał z żoną, z domu Zamoyską (siostrą ostatniego ordynata Jana i autora ostatnio głośnej książki „Powrót na mapę Europy”), do Kanady, gdzie między innymi prowadził przez parę lat w Saskatchewanie rancho. Po przeniesieniu się do Edmontonu prowadził sklep z dewocjonaliami oraz robił różne prace zlecone dla Rządu Federalnego i Rządu Prowincji Alberta. W uznaniu jego zasług dla wielokulturowości został powołany w skład Senatu Uniwersytetu Alberty, a w roku 1979 miał pewne szanse zostania pierwszym etnicznym Zastępcą Gubernatora Generalnego na Albertę.
Ci z Czartoryskich, którzy pozostali po wojnie w kraju, znosili administracyjne i policyjne szykany. W oczach komunistów byli śmieszną grupką degeneratów skazanych na wymarcie. Mimo przeszkód większość z nich zdobyła wyższe studia i osiągali tylko własną pracą wysokie pozycje. Przykładem jest tu Paweł Czartoryski, który zdobył stopień profesorski na Uniwersytecie Warszawskim.
Nie tylko z racji nazwiska w 1982 roku na pogrzebie ks. infułata Stanisława Czartoryskiego, członka konspiracji w szeregach AK, obecny był niemal cały Maków Podhalański, miejsce jego duszpasterskiej działalności. A jak twierdzą znający sprawy, temu purpuratowi nazwisko uniemożliwiło objęcie arcybiskupstwa krakowskiego. Jego imiennik Stanisław był w stanie wojennym wysłannikiem Episkopatu i z jego ramienia odwiedzał więzienia i miejsca internowania, działając na rzecz poprawy warunków więzionych. Z kolei Tytus Czartoryski, jako działacz wrocławskiej „Solidarności”, był więziony i internowany.
Cechą szczególną owej „czartoryskiej polskości” było i jest patriotyczne wychowanie domowe. Mieszkająca obecnie w Paryżu Izabella, która wyszła za mąż za Francuza Jeana Caillot, nauczyła męża i dzieci po polsku i ojczystą mową jest językiem jej domu w Paryżu. Podczas „jaruzelskiej wojny” organizowała pomoc dla Polski i jeździła wielokrotnie z darami z Francji do Kraju. Również czwórka urodzonych już w Kanadzie dzieci geografa Jerzego Czartoryskiego, mieszkającego pod Ottawą, bezbłędnie mówi po polsku. Wspomniany paryski dom Izabelli był zawsze otwarty dla potrzebujących z Polski, niejedną osobę nakarmiono i przenocowano. Mąż, pan Caillot (poznała go jak był zastępcą Radcy Handlowego Ambasady Francji w Warszawie), ma podobno najlepszy prywatny księgozbiór poloników w Paryżu, skupując książki na aukcjach od Nowego Yorku po Rzym.
W warunkach powojennej rozłąki Czartoryscy zachowywali silne kontakty rodzinne, wspierając się nawzajem. „Rodzina zawsze trzymała się razem, granice dla nas nie istniały” — wspomina jedna z seniorek rodu.
W dniu rodzinnego zjazdu znowu byli razem. Przybyli z różnych stron świata: z Anglii, Francji, USA, a nawet z Ameryki Łacińskiej. Niektórzy z nich mieli pierwszy kontakt z rodzinnym gniazdem. Wyrazem uznania dla familii stało się sympozjum naukowe zatytułowane „Religijno-kościelne aspekty historii rodu Czartoryskich”. Wśród uczestników same wybitności: profesorowie Stefan Kieniewicz, Marian Drozdowski, Paweł Czartoryski, a także Ryszard Bender oraz Marc O'Connor z Uniwersytetu Bostońskiego.
Mocnym punktem zjazdu był zorganizowany na zakończenie uroczysty bankiet w sali gotyckiej pałacu Czartoryskich. Za wykwintnie zastawionymi stołami zasiedli członkowie „Familii” wywodzący się z linii księcia Adama Konstantego, syna Izabelli i Adama Kazimierza Czartoryskiego, brata wielkiego przywódcy Hotelu Lambert. Niestety nie przybył nikt z potomków Adama Jerzego. Senior tej gałęzi, mieszkający w Anglii dziewięćdziesięcioletni ordynat Czartoryski, odwiedził na krótko Polskę w czasie wizyty króla Hiszpanii, z którym jest spokrewniony, ale nie uczestniczył jednak w zjeździe.
Obecne było duchowieństwo Diecezji Lubelskiej z biskupem Pylakiem na czele, poseł OKP z Puław Ignacy Czyżyk, działacze Komitetu Obywatelskiego, działacze „S” i puławska inteligencja. Do stołu podawali pracownicy IUNG, a czynili to z gracją nieuchybiającą kanonom przedwojennej etykiety. Były toasty i długie przemówienia, w których rozwodzono się nad losami rodu, ale nie zapomniano też o poparciu dla gabinetu Mazowieckiego. Na zakończenie odprawiono mszę polową. Obok ołtarza, w pewnym oddaleniu, powiewał herb rodowy — Pogoń z rodowym zawołaniem „Bądź co bądź”. Widoczne było szerokie zainteresowanie i zaangażowanie w zorganizowanie spotkania wielu puławian z ks. Czyżewskim na czele.
PS — Oryginalny tekst został uzupełniony o informacje dotyczące członków „familii” w Kanadzie.